Piotr, który był po kilku piwach odpalił samochód i razem z kolegami pojechał na stację paliw, po kolejne piwa. Przy urzędzie gminy golf uderzył w drzewo. Błażej w krytycznim stanie trafił do szpitala, a Piotr do aresztu. W słupeckim sądzie właśnie ruszył jego proces.
Wieczorem Piotr i Alan przyszli do baru, w którym był już Błażej. Wszyscy wypili po kilka piw. – Trzy, maks cztery – powie potem w sądzie jeden z nich. Było już grubo po północy, kiedy bar został zamknięty. Młodzi mężczyźni mieli jednak ochotę jeszcze się napić. Pieszo przeszli pod blok. Piotr odpalił zaparkowanego tam golfa, zabrał obu kolegów i cała trójka ruszyła w kierunku stacji, by kupić piwo. Potem planowali odwieźć Błażeja do domu. Mający w organizmie około promil Piotr nie dał rady tam dojechać. Przy urzędzie gminy stracił panowanie nad golfem, wypadł z drogi i uderzył w drzewo. Siedzący z tyły, z prawej strony Błażej doznał bardzo poważnych obrażeń, głównie głowy. Piotr był w szoku. – Powtarzał do siebie: co ja zrobiłem? I pytam, co mu za to grozi – opisuje policjant, który przyjechał na interwencję.
Błażej w krytycznym stanie został zabrany do szpitala. Najpierw do Gniezna, potem do Poznania, gdzie przeszedł operację czaszki. – Nie było wiadomo, czy syn w ogóle przeżyje transport do Poznania. Mieliśmy być przygotowani na najgorsze – wspomina mama Błażeja. Lekarzom udało się uratować życie chłopaka, ale rokowania nadal były bardzo złe. Po kilku tygodniach lekarze go wybudzili. Zaczęła się trudna walka o powrót do normalności. Błażej nadal wymaga całodobowej opieki. Jedyne, co może stan zrobić, to zjeść posiłek. We wszystkich innych codziennych czynnościach potrzebuje pomocy. Nic go nie interesuje. – Przed wypadkiem jego całym życiem była muzyka. Teraz muzyka może dla niego nie istnieć, wręcz go drażni – mówi mama. Błażej cały czas jest rehabilitowany. Pewien czas był w specjalistycznym szpitalu w Bydgoszczy, ale ogromne koszty uniemożliwiły dłuższy pobyt. Teraz rehabilitanci przychodzą do domu, co też sporo kosztuje. Najgorsze jest to, że nie wiadomo, czy kiedykolwiek jego stan się poprawi. – Na pewno nie wróci do zdrowia sprzed wypadku. Nikt też nie daje gwarancji, że będzie lepiej – mówiła w sądzie mama młodego witkowianina.
Piotr, podczas kilku przesłuchań na policji i w prokuraturze przyznał się do winy. Poza tym mówił niewiele. Tylko to, że chciałby, aby Błażej przeżył i wyzdrowiał oraz że tęskni za rodziną. Z bliskimi Piotr musiał rozstać się na kilka miesięcy. Kilka dni po wypadku trafił do aresztu, gdzie przebywa do dziś. W miniony wtorek został przywieziony do słupeckiego sądu, gdzie ruszył jego proces. Przyznał się do prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu, ale nie zgodził się z kwalifikacją jego czynu przez prokuratora. Odmówił składania wyjaśnień i odpowiadania na pytania. Podczas pierwszej rozprawy sąd nie przesłuchał wszystkich świadków. Kolejny termin wyznaczono na połowę kwietnia. Wtedy sędzia ma też rozstrzygnąć wniosek obrońcy Piotra. Mecenas domaga się opinii biegłego, który na podstawie odniesionych przez Błażeja obrażeń miałby ustalić, czy miał on zapięte pasy bezpieczeństwa.






















Pijak to pijak i morderca za kołkiem. Tyle…