– Obdzwoniłam już chyba wszystkie instytucje i nikt nie chce mu pomóc. A mi po prostu jest tego łabędzia żal – powiedziała pani Maria, kiedy w poniedziałek zadzwoniła do naszej redakcji. Dwa dni później ptak trafił do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt.
W poniedziałek odebraliśmy telefon od naszej Czytelniczki z Giewartowa. Pani Maria nie mogła pogodzić się z brakiem reakcji na los łabędzia, który od kilku dni znajdował się na polu naprzeciwko ośrodka zdrowia i marketu w Giewartowie. – Ten ptak jest osłabiony, nie ma sił odlecieć, ani przemieścić się gdzieś dalej. Tak po ludzku, żal mi go i chciałabym mu pomóc – opisywała pani Maria. Telefon do nas był już kolejnym, który wykonała w sprawie łabędzie. – Dzwoniłam do straży, ale odmówili interwencji. Dzwoniłam do schroniska dla zwierzą, ale powiedzieli mi, że zajmują się tylko psami i kotami. Próbowałam interweniować też w innych instytuacjach. Wszystko na nic. Jedynce, co mi powiedziano to to, że mogę przewieźć łabędzia do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt. Ale jak mam to zrobić? Sama go złapać, wpakować do samochodu i zawieźć? – mówiła pani Maria licząc na to, że interwencja mediów coś wskóra. – Jesteście ostatnią deska ratunku – przyznała.
Rzecznik słupeckiej komendy PSP potwierdził, że takie zgłoszenie wpłynęło, ale strażacy nie udali się na miejsce. – Podobne zgłoszenie dostaliśmy pod koniec grudnia. Wynikało z niego, że łabędź jest przymarznięty. Na miejscu stwierdziliśmy jednak, że nie jest przymarznięty, że może się poruszać. Nie było zagrożenia. Kiedy wpłynęło kolejno zgłoszenie w sprawie tego łabędzia odmówiliśmy interwencji, bo sytuacja się nie zmieniła, nic więcej w tej sytuacji nie możemy zrobić. Należy pamiętać, że łabędź jest dzikim ptakiem i naturalnym miejscem jego bytowania jest środowisko, w którym przebywa. Doceniamy wrażliwość i troskę mieszkańców o los zwierząt w trudnych warunkach pogodowych, jednak podstawą podejmowania działań przez straż pożarną jest wystąpienie realnego zagrożenia. Jeżeli przeprowadzone rozpoznanie nie potwierdza, że w danym miejscu istnieje niebezpieczeństwo dla zwierzęcia, interwencja nie jest podejmowana. Straż pożarna działa w granicach swoich ustawowych kompetencji i nie ma możliwości sprawowania opieki nad zwierzętami – tłumaczy Mariusz Pawela, rzecznik słupeckiej komendy PSP.
W środę sprawą łabędzia zainteresowaliśmy powiatowe służby weterynaryjne. Pani Maria przyznała, że do tej instytucji nie dzwoniła. Jak się okazało, był to właściwy adres. Powiatowy Lekarz Weterynarii Katarzyna Szelewicz obiecała interwencję. – Łabędź jest już w drodze do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt – poinformowała nas godzinę później.
Łabędzia dostarczył tam lekarz weterynarii Mariusz Witkowski. W jego ocenie, łabędź jest zdrowy, a na polu w Giewartowie pozostawał tak długo nie przez to, że nie miał siły odlecieć, a ze względu na znajdujące się tam jedzenie. – Nie tak łatwo było go złapać, więc siły mu nie brakuje. Przy mnie jadł, wybierał zboża z pola. Zboża ozime są dla niego atrakcyjne – relacjonował lekarz weterynarii dodając, że kiedy zbiorniki wodne zamarzają łabędzie m.in. na polach szukają pożywienia. W ośrodku rehabilitacji dzikich zwierząt łabędź jedzenia będzie miał pod dostatkiem. Po dokarmieniu zostanie wypuszczony do swojego naturalnego środowiska.






















