– Nasze liceum straciło na prestiżu – powiedział radny Tomasz Parus podczas dyskusji na temat oświaty w powiecie słupeckim.
Powiat Słupecki w przyszłym rok wyda 64 mln zł na oświatę. Tak wynika z projektu nowego budżetu. Aż 14 mln zł z tej kwoty pochodzić będzie z dochodów własnych powiatu. Swoimi spostrzeżeniami na temat powiatowej oświaty dzielili się dzisiaj radni uczestniczący w posiedzeniu komisji budżetu rady powiatu.
Czesław Dykszak przekonywał, że nasze szkoły muszą oferować różne kierunki kształcenia. – Jak ograniczymy możliwości, część młodzieży zacznie nam uciekać. Trzeba szkolić w różnorodności – uważa przewodniczący rady powiatu. Na inną stronę tej różnorodności zwracał uwagę Dawid Hierowski. – Jak będzie dużo kierunków, będą klasy łączone – zauważył wiceprzewodniczący rady dodając, że takie rozwiązania generują zdecydowanie wyższe koszty.
Mikołaj Niezbecki podkreślał obecną sytuację demograficzną. – Nie możemy funkcjonować cały czas w czasach, kiedy mieliśmy wyż demograficzny i mogliśmy sobie pozwolić na tworzenie kierunków na wszystko. Musimy teraz spojrzeć, które kierunki są opłacalne – uważa radny Niezbecki.
Na inną rzecz zwrócił uwagę Tomasz Parus. – Duże znaczenie ma prestiż szkół. Jednak to nasze liceum straciło na prestiżu – powiedział radny Parus.
W kontekście tegorocznej rekrutacji do szkół ponadpodstawowych w naszym powiecie słowa radnego mogą wydawać się zastanawiające. O ile klasy wojskowej nie udało się utworzyć, ze względu na zbyt małą liczbę chętnych uczniów, tyle z naborem do pozostałych klas LO nie miało żadnego problemu. Przeciwnie, w przypadku klasy humanistycznej chętnych było tak dużo uczniów, że w miejsce początkowo planowanego jednego oddziału utworzone zostały dwa.
Na temat wspomnianej klasy wojskowej również dyskutowano na posiedzeniu komisji. Dawid Hierowski przekonywał, że w powiecie powinna być klasa wojskowa, i to nie jedna, a co najmniej trzy. Jego zdaniem, przyczyną nieutworzenia takiego oddziału w słupeckim LO była zła reklama. W ocenie Czesława Dykszaka, klasa wojskowa powinna powstać w szkole zawodowej w Słupcy.





















Zawsze mi się wydawało, że to o edukację, nie o prestiż chodzi …
Ojjjjj. Chyba ktoś planuje zmianę na stanowisku dyrektora.
Logiczne jest, że najlepsi uczniowie nie przychodzą do tej szkoły.Jeśli w klasie jest uczeń, który na starcie miał 200 punktów i tacy, którzy meli 100 lub mniej punktów, to nauczyciel zaniża poziom do tych najsłabszych. Poza tym liczba odwoływanych zajęć jest ogromna.
Panie Hierowski, a kto m.in. odpowiada za reklamę profilu klasy, którą chce się utworzyć? Czyż pośród winnych złej reklamy nie ma też rady powiatu słupeckiego? Pan zdaje się jest we władzach. Jest pan wiceprzewodniczącym rady powiatu. Przyznał więc pan niejako, że nie dajecie rady że sprostaniem swoim obowiązkom. Ważne, że kasa z diety się zgadza co miesiąc.
Zrobić wreszcie porządną komunikację publiczną na terenie całego powiatu to dzieciaki zaczną wybierać szkoły w Słupcy. Brakuje autobusów szczególnie popołudniu i wieczorem. Jak młodzież ma się integrować, dojeżdżać na dodatkowe zajęcia jeśli nie na czym? W weekendy i dni wolne brakuje autobusów. Przecież rodzice nie mogą brać wolnego za każdym razem kiedy dziecko ma jakieś zdjęcia. Dlatego wybierając szkoły idą tam gdzie jest lepszy dojazd. Sprawę komunikacji powiatowej powinno się rozruszać już teraz bo wkrótce młodzież będzie wybierać szkoły średnie i będzie za późno
Niestety radni wolą albo milczeć na sesjach albo rozmawiać o liściach na chodniku, dziurze w jezdni, kwotach stypendium itd istotne tematy takie właśnie jak komunikacja są skrzętnie omijane na sesjach gminy, powiatu.
Niestety system jest wadliwy. Uczeń do towar, o który biją się szkoły. Dyrektorzy chcąc zapełnić klasy biorą wszystkich i późniejszy dysonans słaby uczeń – mocny uczeń powoduje, że lepsi na tym tracą. Ponadto koniunktura sprawia, że 30 lat temu wszyscy chcieli iść na studia i słupeckie LO mogło przebierać. Teraz jest nacisk na zawodowców i szkoły takie jak LO są zmuszone brać wszystkich jak leci. Ponadto reklama bez konkretnego zaplecza nic nie daje. Jeżeli na drzwiach otwartych przychodzi uczeń z rodzicem i widzą puste ściany to raczej średnio przekonać kogoś do klasy wojskowej. Jeżeli przychodzi ktoś na reklamę i widzi komputery plotery i inne urządzenia, które są w użytku to już o czymś świadczy. Sam transport pewnie ułatwia, życie ale faktem jest, że powiat raczej próbuje współpracować z PKS i dostosowywać godziny przyjazdów i odjazdów. Ot to taka Polska. Jeżeli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o kasę, a prawda jest taka jak dzieciak będzie chciał się uczyć to się będzie kształcił, ale niestety mamy wiele innych „zabieraczy czasu”, które powodują że poziom leci strasznie.
W odniesieniu do słów Pana Radnego chciałabym podkreślić, że przedstawiona przez niego opinia jest krzywdząca dla społeczności Naszego Liceum. Pozwolę sobie na kilka uwag:
W roku szkolnym 2021/2022 naukę w naszym liceum rozpoczęło 73 uczniów. W przypadku matematyki aż 15% z nich uzyskało na egzaminie ósmoklasisty wynik poniżej 30% możliwych punktów (wynik ten w warunkach egzaminu maturalnego oznaczałby niezdanie). Jednak ich oceny z klas ósmych, wyniki z pozostałych przedmiotów egzaminacyjnych oraz osiągnięcia dały im wystarczającą liczbę punktów, by dostać się do szkoły. Wszyscy uczniowie ukończyli liceum i wszyscy przystąpili do matury. Egzamin zdało 97,3% spośród nich – oznacza to, że mniej niż 3% z grupy początkowo najsłabszej nie zaliczyło egzaminu maturalnego.
Nasi absolwenci kontynuują naukę na różnych uczelniach w kraju i za granicą. Zachęcam do odwiedzenia zakładki „Absolwenci” na stronie internetowej szkoły, gdzie publikujemy szczegółowe informacje dotyczące kierunków studiów wybieranych przez naszych wychowanków.
Każdemu uczniowi dajemy szansę osiągnięcia sukcesu na miarę jego możliwości. Wspieramy zarówno uczniów szczególnie uzdolnionych, jak i tych, którzy potrzebują więcej czasu oraz pracy, by rozwijać swoje kompetencje. Losy naszych absolwentów są najlepszym dowodem skuteczności tego podejścia.
Wyrażając opinię o mojej szkole – czy jakiejkolwiek innej – warto kierować się faktami, a nie obiegowymi opiniami, oraz uwzględniać szerszy kontekst zagadnienia.
Pani Dyrektor, no coś musiał radny Parus powiedzieć, żeby w ogóle ktoś zauważył, że jest na sesji. Padło akurat na prestiż szkoly.
Pani Urszulo, najlepiej robić swoje. Z wypowiedzi P. Parusa wieje amatorką.
O czym mówić, jeśli 3/4 uczniów chodzi na korepetycje? Pani Dyrektor, dlaczego tyle lekcji w LO jest odwoływanych? Młodzież siedzi w domach? Potem jako rodzice musimy zapewniać korepetycje,bo dzieci nie zdałby matury.
Skończyłam LO w 2018 roku. Poszłam na studia ścisłe, skończyłam je, dostałam pracę w zawodzie od razu po studiach. Chodziłam na korepetycje, bo niektóre przedmioty to było nieporozumienie. Ale tutaj problem jest szerszy. Czasy się zmieniły, dzieciaki są inne, wszedł internet i każdy chce być influencerem, dzieci nie chcą się uczyć. Ja zaczęłam się uczyć dopiero w 3 LO bo do tego dojrzałam. Uczyłam się sama z wsparciem rodziców. Ze słuchów wiem, że relacja nauczyciel-rodzic jest zgniła do bólu. Dziecku nie można nic powiedzieć, bo rodzic przyjdzie i nakrzyczy, mimo, że jego dziecko faktycznie źle się zachowuje lub się nie uczy. Nauczyciel nie ma autorytetu, robi pod dyktando rodziców, którzy przeczytali książkę ostatnio jak byli w podstawówce 🙂 Poziom rodziców jest tragiczny – szukajcie czasem problemu w sobie. Bo to z domu się wynosi chęć do nauki i inteligencję. Panuje bylejakość wśród dzieci i rodziców. Oczywiście trzeba mieć kozła ofiarnego, którym jest nauczyciel i szkoła. Ale żeby spędzić z dzieckiem czas, zabrać mu na chwilę telefon, wytłumaczyć jak działa świat, że wiedzy mu się nie zabierze nigdy, że wiedza i inteligencja to wartość w dzisiejszych czasach. Bo te dzieciaki wyjdą na rynek pracy (a radzę sprawdzić jakie jest bezrobocie młodych w polsce) i się zdziwią, że jest dramat i nie jest tak jak w internecie.
Szanowni Państwo,
Kilka miesięcy temu pisałem Państwu o słowie, które zostało nominowane do konkursu na Młodzieżowe Słowo Roku przez czołowe wydawnictwo uniwersytetu w Oksfordzie. Ostatnio ponownie je napotkałem i stwierdziłem, że ten temat wymaga przypomnienia, a zarazem pewnego pogłębienia.
„Brain rot”.
To mało przyjemne określenie dosłownie oznacza „gnicie mózgu” i w gruncie rzeczy… tym właśnie jest.
Ten termin opisuje z reguły krótkie, bezsensowne treści, nieniosące żadnej wartości, ale niesamowicie konsumujące naszą uwagę, które możemy znaleźć w internecie, zazwyczaj w postaci krótkich filmów czy tzw. rolek na social mediach.
Skutki nadmiernej konsumpcji takich bezwartościowych treści są niestety opłakane: skrócenie czasu skupienia uwagi, trudności z koncentracją czy tzw. mgła mózgowa. Z czasem „brain roty” prowadzą do tego, że nie jesteśmy w stanie skupić się dłużej na niczym, co wymaga choćby minimalnego wysiłku – nie potrafimy czytać książek, prowadzić z zaangażowaniem rozmowy czy nawet oglądać z zainteresowaniem filmów trwających dłużej niż kilkadziesiąt sekund.
Nasz mózg natychmiast się nudzi. I chce tylko przejść do kolejnej czynności, która zapewni mu szybkie uderzenie dopaminy.
I nie bez powodu to słowo startuje właśnie w konkursie na młodzieżowe słowo roku. Bo brain rot, „zgnilizna mózgu” trawi w bezprecedensowym tempie właśnie młode pokolenie.
Jak to zmienić?
Mam dla Państwa zagadkę.
Badania, które przytaczam poniżej dotyczą szkół, a przeprowadzono je po roku od wprowadzenia pewnej istotnej zmiany. Ciekaw jestem, czy domyślą się Państwo, o jaką zmianę chodzi.
81% dyrektorów szkół stwierdziło, że ta zmiana wpłynęła na poprawę wyników w nauce,
86% zauważyło poprawę w zakresie socjalizacji uczniów,
87% uważa zaś, że uczniowie są mniej rozproszeni i lepiej koncentrują się na lekcjach.
Co to za zmiana?
Przypuszczam, że wielu z Państwa wpadło już na poprawne rozwiązanie.
W badanych szkołach wprowadzono zakaz korzystania ze smartfonów.
Zabranie uczniom na kilka godzin jednego, niewielkiego urządzenia, które każdy z nich miał w kieszeni czy plecaku, zmieniło tak wiele!
Zła wiadomość jest taka, że badania nie przeprowadzono w polskich szkołach.
Ministerstwu edukacji pod wodzą Barbary Nowackiej – choć nie szczędzi nam kolejnych rewolucyjnych pomysłów na reformę polskiego szkolnictwa – nie spieszy się do wprowadzenia zakazu używania smartfonów w szkołach.
Tymczasem całe młode pokolenie dzień za dniem jest pochłaniane przez cyfrowy nałóg. To dzieci, które nie znają już świata bez wszechobecnych ekranów, a ich umysły, często przyzwyczajone do używania elektroniki niemal od urodzenia, nie są w stanie funkcjonować tak, jak powinny, by umożliwić im prawidłowy rozwój i szczęśliwe dzieciństwo.
Dzięki smartfonom jesteśmy non-stop podłączeni do Internetu.
To ogromna wygoda: możemy zawsze być na bieżąco z najświeższymi wiadomościami, w każdej chwili sprawdzić skrzynkę mailową, szybko porozumieć się ze znajomymi, a setki aplikacji oferują korzyści i ułatwienia właściwie w każdej sferze życia. Nuda przestała być problemem – gdziekolwiek jesteśmy, możemy przecież posłuchać ulubionej muzyki, obejrzeć film, zagrać w jedną z tysięcy dostępnych gier albo po prostu przewijać bez końca media społecznościowe, sprawdzając, co u znajomych i nieznajomych.
W czym problem? To, co pozornie może wydawać się korzyściami, tak naprawdę ma destrukcyjny wpływ na naszą psychikę, układ nerwowy, a często i zdrowie.
A mówię tu wciąż o osobach dorosłych. O osobach, które mają narzędzia i umiejętności, aby łatwiej zauważyć problemy i spróbować z nimi walczyć.
Sprawy mają się znacznie gorzej, gdy dotyczy to dzieci.
Specjaliści od lat biją na alarm: dzieci używają urządzeń ekranowych znacznie dłużej niż powinny. Każdego dnia po około 5 godzin.
One również zabijają w ten sposób nudę, oglądając filmy czy grając w gry. Komunikują się z przyjaciółmi. Scrollują media społecznościowe.
Brzmi niewinnie?
40% nastolatek zgadza się ze stwierdzeniem, że ich życie stałoby się puste bez ich smartfona.
Od 2012 roku czas, jaki dzieci spędzają z rówieśnikami, spadł niemal o połowę. Przez brak bezpośrednich kontaktów z innymi młodzi ludzie nie potrafią odnaleźć się w społeczeństwie i coraz częściej czują się samotni.
W ciągu dekady trzykrotnie wzrosła liczba dzieci deklarujących myśli samobójcze i podejmujących próby odebrania sobie życia. Jest to jednocześnie ta sama dekada, w ciągu której świat zawojowały smartfony.
Psycholog społeczny Jonathan Haidt, jeden z czołowych badaczy wpływu mediów społecznościowych na młodzież uważa, że upowszechnienie się smartfonów odebrało całemu pokoleniu dzieciństwo. Jego zdaniem istnieje bezpośredni związek między intensywnym korzystaniem z mediów społecznościowych a nasilonym występowaniem problemów psychicznych.
Haidt wykazał, że od momentu, kiedy platformy takie jak Facebook czy Twitter wprowadziły zmiany w swoich algorytmach około roku 2010, zauważalny jest wzrost dezinformacji, polaryzacji społecznej i, co najbardziej niepokojące, kryzys zdrowia psychicznego wśród nastolatków.
Te niewielkie urządzenia, które nasze dzieci noszą w kieszeniach i plecakach, zmieniają ich świat w bardzo mroczne i puste miejsce. Tak mroczne, że same nie potrafią się stamtąd wydostać – choć bardzo by chciały.
Bo badania prowadzone przez psychologów społecznych wykazują coś jeszcze: ponad połowa młodych dorosłych (czyli osób w wieku 18-27 lat) chciałaby, aby media społecznościowe nigdy nie zostały wynalezione.
Oni spędzili tam swoje dzieciństwo. A może bardziej prawdziwe byłoby stwierdzenie: stracili tam swoje dzieciństwo.
To na nas, dorosłych, spoczywa odpowiedzialność za to, by wyciągnąć dzieci i młodzież z wirtualnej matni.
Dlatego chcę dziś prosić Państwa o zaangażowanie w działania, które jako Centrum Życia i Rodziny prowadzimy w tej sprawie już od kilku lat. Ze strony polityków widzimy niestety dużą niechęć do wprowadzania realnych zmian. Kolejni ministrowie edukacji kluczą w sprawie wprowadzania ograniczeń używania smartfonów w szkołach.
Ostatnie takie zmiany, proponowane w poprzednim roku szkolnym, zostały skutecznie zablokowane m.in. przez… Rzecznika Praw Dziecka. Trudno mi powiedzieć, czy takie polityczne wybiegi to kwestia niewiedzy co do szkodliwego wpływu urządzeń cyfrowych na dzieci i młodzież, czy też uprzedzenia oparte na ideologii.
Wiem jedno – niejednokrotnie już widzieliśmy, że presja wywierana na polityków może być skuteczna.
Dlatego chciałbym Państwa prosić o włączenie się w kampanię Szkoła wolna od smartfonów. Na stronie szkolabezsmartfonow.czir.org znajdą Państwo nasz apel do Minister Edukacji Narodowej, w którym wskazujemy na potrzebę podjęcia zdecydowanych działań, aby chronić dzieci przed szkodliwym wpływem smartfonów. To istotne zwłaszcza w szkole, która powinna być przestrzenią edukacji i skupienia.
Pod naszym apelem zebraliśmy już ponad 18 000 podpisów. Mam jednak nadzieję, że wkrótce uda nam się dobić do 20 000 – wówczas zamierzamy złożyć nasz apel na ręce Pani Minister. Dlatego jeśli jeszcze Państwo tego nie zrobili, bardzo proszę o podpisanie apelu teraz!
Ograniczenia w używaniu smartfonów i innych urządzeń mobilnych w szkołach wprowadziło już wiele krajów, w tym m.in. Francja, Portugalia, Norwegia, Chiny, niektóre regiony Niemiec, Szwecji czy Danii, a także Australia, z której dane przytoczyłem Państwu powyżej.
Świat zaczyna dostrzegać, że technologia, choć pomocna w wielu aspektach codziennego życia, używana niewłaściwie i bez rozsądnych ograniczeń, staje się niszczącym narzędziem.
Polska jednak nadal nie może obudzić się z cyfrowego letargu. A przynajmniej bardzo nie chcą tego zrobić nasi decydenci.
Bo również w Polsce propozycje wprowadzenia zakazu używania smartfonów w szkołach spotykają się z dużym poparciem społecznym. Według danych CBOS z marca 2025 r. za takim rozwiązaniem opowiada się aż 73 proc. Polaków. Z uzyskanych deklaracji respondentów wynika, że lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie ogólnych, jednolitych regulacji dotyczących korzystania przez uczniów z telefonów niż to, żeby każda placówka ustalała zasady we własnym zakresie, jak ma to miejsce obecnie.
I w tym właśnie społecznym poparciu widzę ogromną nadzieję!
Dostrzegam jego skalę na co dzień, w czasie moich podróży po Polsce i spotkań z rodzicami, dziadkami, nauczycielami.
Od wielu miesięcy Centrum Życia i Rodziny prowadzi działania edukacyjne skupiające się właśnie na informowaniu rodziców i osób na co dzień stykających się z dziećmi o tym, jak szkodliwe są smartfony. Tworzymy w ten sposób przestrzeń do rozmów, dzielenia się doświadczeniami, ale przede wszystkim uwrażliwiamy na zagrożenia i uczymy, jak pomóc własnemu dziecku lepiej funkcjonować w cyfrowym świecie.
Te spotkania cieszą się wśród rodziców i nauczycieli dużą popularnością. Tysiące przejechanych po Polsce kilometrów, godziny wykładów i rozmów, wiele wysłuchanych historii – to prawdziwa skala społecznego poparcia dla ograniczenia używania smartfonów w szkołach.
A przede wszystkim to prawdziwa skala potrzeb. Wciąż dostajemy kolejne zaproszenia do szkół, gdzie rodzice i pedagodzy chcą się z nami spotkać.
Pociąga to oczywiście za sobą konkretne nakłady finansowe, które ponosimy każdego miesiąca. Potrzebujemy Państwa pomocy, aby sprostać tym wymaganiom. Każda kwota zwiększa nasze możliwości w promowaniu petycji w mediach społecznościowych, pozwala pokryć koszty benzyny i przygotowania materiałów informacyjnych na spotkania – w efekcie daje szansę, aby uchronić kolejnych młodych ludzi przed osunięciem się w odmęty cyfrowego nałogu.
Polskie szkoły stoją na głowie. Mogą z nich zniknąć prace domowe, lekcje religii i kluczowe treści z podstawy programowej, ale nie mogą zniknąć smartfony. Realne i skuteczne ograniczenia używania smartfonów w szkołach są nie w smak pani minister. Wciąż chce regulować te kwestie jedynie na poziomie statutów poszczególnych placówek, choć jest jasne, że to rozwiązanie zupełnie nieskuteczne.
Tymczasem specjaliści z całego świata alarmują: smartfony zabierają naszym dzieciom dzieciństwo. Uniemożliwiają im prawidłowy rozwój i nabycie kompetencji społecznych niezbędnych do budowania szczęśliwego życia. Skazują na samotność w świecie pełnym wyłącznie wirtualnych przyjaciół.
Musimy zrobić wszystko, by dać polskim dzieciom szansę, jaką coraz częściej dostają ich rówieśnicy z innych krajów. Szansę na wybudzenie się z cyfrowego letargu. Na wyjście z matni uzależnienia od powiadomień, uderzeń dopaminy i szybkiego konsumowania kolejnych bezwartościowych treści. Na zbudowanie prawdziwego życia, które dzieje się tu – poza ekranem smartfona.
Wierzę, że to może się udać z Państwa pomocą!
Panie Parus. Konkrety prosimy. Nie wystarczy powiedzieć, że nie ma prestiżu. Trzeba poprzeć tezę i zaproponować plan przywrócenia prestiżu szkole, jeśli faktycznie go brak. W przeciwnym razie wygląda to w stylu menedżera mewa, przyleciał, obsrał, obsrał i poleciał.