Przemysław Dąbrowski z Naprusewa, Krzysztof Adamczyk z Jarotek i Mateusz Mikołajczyk z Obłaczkowa wzięli udział w rajdzie charytatywnym Złombol. Starym Polonezem Caro przemierzyli trasę z Chorzowa do Atlantic Road w Norwegi.
Przedstawiamy ich relację z rajdu: – Pierwszego dnia, czyli w sobotę rozpoczęliśmy charytatywny rajd Polonezem do Norwegii. Już na początku wyjazdu nie obyło się bez przygód. Pięć minut przed wyjazdem musieliśmy naprawić zawias klapy bagażnika. Szybki demontaż, spawanie, montaż klapy. Jesteśmy gotowi. Kierunek trasy – Stadion Śląski Chorzów. Po dotarciu na miejsce otrzymaliśmy numer startowy i wyruszyliśmy do Hamburga. 1300 kilometrów za nami. W drugim dniu po przespanej nocy w Hamburgu wyruszyliśmy zgodnie z planem trasy do stolicy Danii, Kopenhagi. Postanowiliśmy poznać kulturę i architekturę tego miasta. Zobaczyliśmy ciekawe zabytki i inną niż naszą architekturę. Po odpoczynku w Kopenhadze wyruszyliśmy na północ Skandynawii, do Oslo. Wybraliśmy drogę lądowa przez Szwecję, aby przejechać przez słynny most nad Sundem. W trzecim dniu zwiedziliśmy Lillehammer, następnie udaliśmy się na piknik zorganizowany dla całej ekipy Złombol. Przygotowano coś specjalnego dla fanów motoryzacji m.in. pokazy driftu. Nie lada atrakcją były również inne auta minionej epoki, wymiana zdań, doświadczeń z innymi użytkownikami postkomunistycznych krążowników szos. Ten dzień został zwieńczony koncertem polskiej grupy Rock it. W dniu czwartym udaliśmy się do Atlantic Road, gdzie znajdowała się meta charytatywnego rajdu Złombol. Naszym zdaniem była to najciekawsza część podróży. Kilka godzin jazdy pośród cudów natury jakimi są jeziora, potoki, rzeki, góry, fiordy i wszystko to na wyciągnięcie ręki. Po kilkugodzinnej jeździe dotarliśmy na północną część kraju wikingów, na metę. Metę stanowiła droga atlantycką Atlantic Road. Podsumowując. Udział w takim rajdzie daje nam wiele wspomnień, łączy ludzi oraz budzi ciekawość innych ludzi. Kierowcy „zwykłych aut” pozdrawiali nas sygnałami świetlnymi, dźwiękowymi, machali do nas. Takie pozdrowienia były codziennością, czymś normalnym wśród nas „Złombolowców”. Większość załóg starała się pomóc podczas awarii innym uczestnikom, czego sami z resztą doświadczyliśmy przy drobnych usterkach. Świetnie się bawiliśmy, tym bardziej, że mogliśmy pomóc dzieciom z domów dziecka. Tego typu wyprawa nie jest dla wszystkich. Ponad 3000km w nie łatwych warunkach, a musimy jeszcze wrócić. Zachęcamy osoby zdecydowane i wytrwałe do uczestnictwa i pomocy dzieciom. Serdecznie podziękowania kierujemy dla darczyńców, znajomych oraz instytucji, które pomogły nam w zbiórce i razem z Nami przyczyniły się do pomocy najmłodszym.




















