Pan Leszek wręczył żonie piękny bukiet kwiatów, złożył życzenia z okazji Dnia Kobiet i pojechał do strzałkowskiego kościoła, w którym jest organistą. Kiedy wrócił po Mszy Św. zastał żonę nieprzytomną. Niecały miesiąc poźniej, w Wielką Sobotę, pani Kamila zmarła.
Kamila Homoncik urodziła się w 1981 r. w Koninie, ale jej rodzinnym miastem była Golina. Tam się wychowywała i tam chodziła do Szkoły Podstawowej. Poźniej uczyła się w Koninie – w technikum oraz Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej. Będąc nastolatką lubiła odwiedzać dyskoteki. W 1997 r. na jedną z imprez wybrała się do Sierakowa. Właśnie tam poznała Leszka. Jak się okazało, miłość swojego życia. Przez 7 lat byli parą, a 9 października 2004 r. zostali małżeństwem. Zgodnie z tradycją, ślub odbył się w rodzinnej miejscowości panny młodej, czyli w Golinie. Wspólne życie państwo Homonocik związali jednak z rodzinną miejscowością męża – Wólką. W 2007 r. na świat przyszedł ich syn Paweł. Córka Amelka urodziła się w 2011 r., kiedy rodzina mieszkała w Poznaniu. Przeprowadzili się tam w 2009 r., kiedy pan Leszek, będąc zawodowym żołnierzem, został skierowany do służby w Krzesinach. Państwo Homoncik w Poznaniu nie zostali jednak zbyt długo. – Życie w dużym mieście nie było dla nas, cały czas ciągnęło nas w rodzinne strony. Po trzech latach spędzonych w Poznaniu wróciliśmy do Wólki – wspomina pan Leszek. On dojeżdżał do pracy do jednostki w Krzesinach, a po kilku latach przeniósł się do Powidza. Z powidzką jednostką związała się również pani Kamila. Kilkanaście lat temu dostała tam pracę w biurze, jako pracownik cywilny. – Uwielbiała tę pracę – wspomina mąż.
Pani Kamila była bardzo pogodną, życzliwą kobietą. Lubiła kontakt z ludźmi. Lubiła dobrze wyglądać, dbała o zdrowie. – Kiedy tylko czuła coś niepokojącego, od razu robiła badania. Prowadziła naprawdę zdrowy tryb życia – mówi mąż. Dlatego to, co wydarzyło się 8 marca było dla jej bliskich ogromnym szokiem. Jeszcze dzień wcześniej, w sobotę pani Kamila uczestniczyła w imprezie z okazji Dnia Kobiet zorganizowanej w Wólce. W niedzielę około południa została sama w domu. Dzieci akurat nie było, mąż pojechał do kościoła w Strzałkowie, gdzie od 9 lat jest organistą. – Przed wyjściem wręczyłem Kamilce bukiet kwiatów, który bardo się jej spodobał. Złożyłem życzenia z okazji Dnia Kobiet, ucałowałem i jak co niedzielę pojechałem na Mszę Św. – opisuje pan Leszek. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że ostatni raz w życiu widzi żonę przytomną. Po powrocie z kościoła zastał żonę siedzącą na kanapie, z opuszczoną głową. Początkowo myślał, że po prostu śpi. Kiedy jednak nie mógł nawiązać z nią logicznego kontaktu wiedział, że stało się coś złego. Razem z córką wezwali pogotowie i zaczęli reanimację. Pani Kamila nieprzytomna została zabrana do słupeckiego szpitala. Od razu trafiła na OIOM. Po badaniach okazało się, doszło do wylewu krwi do mózgu. Rokowania lekarzy były złe. Serce biło, ale pani Kamila nie była w stanie sama oddychać, konieczne było podłączenie do respiratora. Bliscy nie tracili jednak nadziei. – Każde bicie serca dawało nadzieję, że zdarzy się cud. Cały czas wierzyłem w ten cud i wszystkim powtarzałem, że nadzieja umiera ostatnia – mówi pan Leszek.
Niestety, cud się nie wydarzył. 4 kwietnia, w Wielką Sobotę, serce pani Kamili przestało bić. – Jestem osobą bardzo wierzącą i uważam, że jeżeli Pan Bóg zdecydował zabrać Kamilkę do siebie to ta data nie jest przypadkowa. To piękny czas, kiedy Jezus był w grobie i za chwilę zmartwychwstał – mówi pan Leszek i dodaje, że tegoroczny Wielki Post był dla niego najważniejszymi rekolekcjami w życiu, których bardziej przeżyć się już nie dało. Ciężko mu teraz patrzyć w przyszłość, bez ukochanej żony. – Kamilka była nie tylko wspaniałą żoną i mamą, ale też motorem napędowym naszych wszystkich działań. Nie ma idealnych małżeństw i nasze też takie nie było. Były wzloty i upadki, bywały wichry i burze, ale zawsze po nich wychodziło słońce. Nam zdecydowanie częściej towarzyszyło to słońce. Mieliśmy mnóstwo planów. Ostatnio planowaliśmy kolejne wspólne wakacje ze znajomymi. Jeszcze nie mieliśmy wybranego konkretnego kraju, do którego mieliśmy polecieć, ale byliśmy pewni, że byłoby to miejsce, gdzie jest bardzo ciepło – mówi pan Leszek.
Podróże były jedną z pasji pani Kamili. Uwielbiała czytać książki. Relaksowała się podczas pielęgnowania ogrodu. Dbała o dom, o zewnętrzny wygląd, ale przede wszystkim o jego wnętrze. O wszystkie rzeczy, które sprawiają, że dom jest czysty, ciepły i bardzo rodzinny.
Kiedy przez blisko miesiąc leżała nieprzytomna w szpitalu, armia ludzi codziennie modliła się o jej zdrowie. – Cały czas czułem modlitewne wsparcie. Mnóstwo kapłanów, zakonników i sióstr zakonnych pisało mi, że modlą się w intencji Kamilki. I to nie tylko w Polsce. Dostawałem wiadomości z Francji, Bułgarii czy Wielkiej Brytanii. Za wszystkie te modlitwy bardzo dziękuję – mówi pan Leszek. Ma też prośbę do wszystkich. – By nie postrzegać tego, co się stało Kamilce jako karę za coś, tylko spojrzeć na to w ten sposób, że po coś to się wydarzyło – mówi.
Jest wdzięczny też wszystkim, którzy w różny sposób pomagali mu w bardzo trudnym dla niego i jego rodziny miesiącu. – Mogłem liczyć na wsparcie naprawdę wielu osób. Jestem bardzo wdzięczny swojemu dowództwu, które udzieliło mi urlopu, żebym mógł jak najwięcej czasu spędzić z żoną – dodaje mąż pani Kamili.
Śp. Kamila Homoncik w czwartek spoczęła na cmentarzu w Stawie. W ostatniej drodze towarzyszyła jej rodzina, przyjaciele, sąsiedzi, znajomi oraz wojskowa asysta honorowa. Bliskim pani Kamili składamy wyrazy współczucia.


















