– Do tej pory nie pamiętam tego zdarzenia, ani przed, ani po, ani w trakcie. Ucięło mi całkowicie pamięć – mówił w sądzie 29-latek oskarżony o spowodowanie tragicznego wypadku na drodze K92 w Kluczewnicy.
Do tragedii doszło w czerwcu 2024 roku. Według ustaleń śledztwa, kierujący volvo zjechał na lewy pas, gdzie doprowadził do zderzenia ze skodą fabią. Podróżujące skodą małżeństwo zginęło na miejscu, kierowca volvo w ciężkim stanie trafił do szpitala. Badanie wykazało, że miał w organizmie prawie 2 promile alkoholu. Kiedy jego stan poprawił się na tyle, że możliwe stało się jego przetransportowanie słupecki sąd, na wniosek prokuratura aresztował go. Ze szpitala mężczyzna został przetransportowany do aresztu z oddziałem szpitalnym. Miał pozostać tam trzy miesiące, ale w lipcu Sąd Okręgowy w Koninie uchylił tymczasowe aresztowanie. Kluczowym argumentem za podjęciem takiej decyzji była opinii chirurga z więziennego oddziału szpitalnego, który ocenił, że mężczyzna nie może być tam dalej leczony. Słupecka prokuratura przez kolejne miesiące gromadziła dowody w tej sprawie. Długo nie mogła jednak przesłuchać kierowcy volvo, bo nie pozwalał na to stan jego zdrowia. Dopiero pod koniec zeszłego roku prokurator go przesłuchał, a krótko potem przesłał do sądu akt oskarżenia. Na początku marca w słupeckim sądzie odbyła się pierwsza rozprawa.
– Do tej pory nie pamiętam tego zdarzenia, ani przed, ani po, ani w trakcie. Ucięło mi całkowicie pamięć – 29-letni dziś oskarżony mówił w sądzie. – Nie mogę sobie tego przypomnieć. Została tylko ciemność, cisza i niewiarygodny żal, który rozrywa mnie od środka – mówił 29-latek. Jak twierdził, nie pamięta niczego nie tylko z samego wypadku, ale też z dwóch dni go poprzedzających.
Składając wyjaśnienia wiele miejsca poświęcił swojej działalności strażackiej. Przez lata aktywnie działał w OSP, starał się też o to, by zostać zawodowym strażakiem. – Jako strażak od 18 roku życia zrobiłem wiele kursów, by być wszechstronnym podczas działań ratowniczo-gaśniczych. To wszystko było po to, że wewnętrznie czułem powołanie do niesienia pomocy bliźniemu – mówił. Powiedział, że podczas tej tragedii powinien być w innym miejscu, jako ratownik. – Nie wiem co się ze mną stało, naprawdę. Strasznie tego żałuję, nie mogę sobie tego wybaczyć – mówił.
W sądzie 29-latek został zapytany, czy po zdarzeniu kontaktował się z rodziną tragicznie zmarłego małżeństwa. – Nie miałem czelności, po prostu nie mogłem się przemóc, aby bezpośrednio jechać czy się spotkać i przeprosić. Bo teraz nic nie mogę zrobić, tylko ich przeprosić. Chciałbym, żeby pan Karol i pani Ewa wrócili do domu, a ja tam został. Tego wieczoru nie zginęły dwie osoby, zginęły trzy. Moje całe życie też zginęło wtedy, wyłącznie moje ciało tu pozostało – mówił. Wówczas w sali rozpraw nie było obecny syn tragicznie zmarłego małżeństwa. Kiedy syn pojawił się za barierką za świadków i złożył zeznania, oskarżony 29-latek odczytał mowę, w której przeprosił zarówno jego, jak i całą jego rodzinę. 29-latek powiedział m.in., iż świadomość, że ręce, które miały nieść pomoc stały się narzędziem takiej tragedii wypala go od środka. – Nie proszę o łaskę od Was, proszę tylko, żeby Państwo wiedzieli, że mój żal nie ma końca – mówił.
Syn tragicznie zmarłego małżeństwa o samym wypadku nie był w stanie nic powiedzieć. – Sam na miejscu zdarzenia nie byłem. Wiem tyle, ile dowiedziałem się z pism prokuratury czy z doniesień medialnych. Tego dnia rodzice byli u nas w Poznaniu i po godz. 20 odjechali do domu – zeznał. O tym, że jego rodzice zginęli w wypadku dowiedział się kilka minut po północy, czyli ponad dwie godziny po tragedii.
Podczas pierwszej rozprawy sąd przesłuchał też kierowcę, który był świadkiem wypadku. – To moje auto było wyprzedzane. Wtedy doszło do zderzenia – relacjonował świadek. Jak mówił, jechał wtedy z prędkością ok. 80 km/h. Jego daniem w tamtym momencie nie było warunków do wyprzedzania. – Był sznur pojazdów po jednej i po drugiej stronie. Auto za autem jechało w jedną i drugą stronę – zeznał świadek. Potwierdził też, że zarówno kierowca, jak i pasażerka skody, którzy tragicznie zginęli, mieli zapięte pasy bezpieczeństwa.
Na kolejnej rozprawie przesłuchany ma być biegły z dziedziny rekonstrukcji wypadków. O jego bezpośrednie przesłuchanie wnioskował obrońca. Argumentował to przede wszystkim potrzebą ustalenia, czy do zdarzenia doszło w miejscu, w którym wyprzedzanie było niedozwolone czy w miejscu, w którym taki zakaz nie obowiązywał (jak wynika z zeznań przesłuchanego na rozprawie świadka zdarzenia).

















