Osobne sale z księgozbiorami dla dorosłych i dzieci, kącki malucha, ogromna czytelnia, nowoczesna sala komputerowa, a do tego winda i mnóstwo nowoczesnego sprzętu. – Udogodnienia są ogromne – mówią zachwyceni czytelnicy słupeckiej biblioteki, która od niedawna działa w byłym budynku gimnazjum przy ul. Armii Krajowej.
Przez ostatnie lata Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Słupcy mieściła się w budynku przy ul. Mickiewicza. 215 m2 powierzchni nie wystarczało, by wyeksponować cały księgozbiór, nie mówiąc już o zorgnizowaniu czytelni z prawdziwego zdarzenia. Przez lata nie było jednak ani miejsca, gdzie można by przenieść bibliotekę, ani pieniędzy na przystosowanie nowego obiektu. Miejsce pojawiło się po reformie oświaty, kiedy zlikwidowano gimnazjum i do zagospodarowania został duży budynek po szkole. W tym roku pojawiły się również pieniądze. 719 tys. zł miasto dostało z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych, 130 tys. zł dołożyło z własnego budżetu. Za tę pokaźną kwotę zaadaptowano część budynku po gimnazjum. W nowej siedzibie biblioteka ma do dyspozycji aż 850 m2, czyli cztery razy większą powierzchnię, niż przy ul. Mickiewicza. Dawny szkolny korytarz przerobiono na ogromną czytelnię, a kilka klas na sale z księgozbiorami – osobnymi dla dorosłych i dzieci. Wszystkie książki, którymi dysponuje biblioteka, a jest ich ponad 42 tysiące, może w końcu zostać wyeksponowanych na półkach. Najmłodsi czytelnicy mogą korzystać nie tyko z książek, ale również specjalnej sali do zabawy. Dodatkowo, w osobnym pomieszczeniu znajduje się sala komputerowa, a tam nie tylko nowe komputery, ale również m.in. drukarka 3D. Przygotowano specjalne udogodnienia dla osób słabowidzących. To komputer ze specjalną klawiaturą czy powiększalnik tekstu z możliwością głośnego czytania. Ogromnym udogodnieniem jest winda. Dzięki temu, choć biblioteka mieści się na piętrze, bez żadnych problemów korzystać z niej mogą osoby niepełnosprawne. – W porównaniu z siedzibą przy ul. Mickiewicza wszystko zmieniło się na lepsze – nie ma wątpliwości burmistrz Michał Pyrzyk. Podobnego zdania są czytelnicy.
– Przepiękne pomieszczenia, książki dobrze widoczne, dzięki czemu szybciej można znaleźć tę, która nas interesuje. W porównaniu z poprzednią siedzibą, ta nowa to już chyba 22. wiek. Jesteśmy bardzo zadowoleni, cieszymy się, że Słupca doczekała się takiego obiektu. Myślę, że teraz chętnych do odwiedzenia biblioteki będzie więcej – mówi Anna Borak, czytelniczka.
– Jestem pod wrażeniem. Kiedy pierwszy raz się tu wybrałam byłam zaskoczona, że z takiego gruchota, budynku po gimnazjum, można było wyczarować coś tak wspaniałego. W ogóle nie można porównywać tej siedziby do poprzedniej – dodaje Stanisława Podborna, która od kilku lat przoduje w rankingu ilości wypożyczanych w Słupcy książek.
W minioną środę nowa siedziba biblioteki została oficjalnie otwarta. Wydarzenia to poprzedziła trwająca ponad miesiąc przeprowadzka. W przeniesieniu 42 tysięcy książek pomogło wiele osób. To m.in. uczestnicy WTZów, pracowniocy Spółdzielni Inwalidów Przyjaźń, strażacy OSP Słupca, uczniowie LO i ZSZ czy pracownicy urzędu miasta. – Wszystkim bardzo dziękujemy za pomoc. W bibliotece pracuje 6 kobiet, nie mamy żadnego mężczyzny, a męskie ręce w przeprowadzce bardzo nam się przydały, bo była to ciężka, fizyczna praca – mówi Anna Karpińska, dyrektor biblioteki. Dodaje, że nowa siedziba to nie tylko ogromny komfort dla czytelników i pracowników, ale również zupełnie nowe możliwości działania biblioteki. W końcu w świetnych warunkach będzie można organizować spotkania autorskie oraz wszystkie inne wydarzenia promujące czytelnictwo. – Wykorzystamy też wszystko, co zostało nam zakupione do nowej siedziby, np. drukarkę 3D. Do różnych zajęć będziemy chcieli zaprosić nie tylko dzieci i młodzież, ale także seniorów – zapowiada pani dyrektor.











































I co z tego skoro Wrzesnia dostała 9 miejsce rankingu jakości życia a Słupca 34
To jeszcze nic nie znaczy. Pracowałem we Wrześni i dyrektorka firmy w prywatnej rozmowie powiedziała mi, że Września zdaniem wielu jej mieszkańców stała się nie do zniesienia gdy w pewnym momencie lawinowo zaczęło przybywać w niej firm i ludności. Miało to oczywiście swoje plusy ale niestety także poważne minusy, o których jakoś się nie mówi.
Stwierdzenie, że „nie mamy żadnego mężczyzny, a męskie ręce w przeprowadzce bardzo nam się przydały, bo była to ciężka, fizyczna praca” jest w obecnych czasach bardzo ryzykowne i w niektórych krajach za mówienie takich rzeczy grożą poważne konsekwencje. Według aktualnych standardów podpada to pod dyskryminację ze względu na płeć, wypowiedzi seksistowskie itp.
Nie moge patrzec na odgrywanie cyrku z nozyczkami.