17 listopada Andrzej Grzeszczak otrzymał od wojewody wielkopolskiego dokument uprawniający go do objęcia funkcji burmistrza Słupcy. W rozmowie z nami opowiedział o tym, czy fotel burmistrza jest wygodny i czy planuje zasiadać w nim dłużej.
Czy to było dla Pana duże zaskoczenie, że zasiądzie Pan w fotelu Michała Pyrzyka?
– Ja wcześniej sam zadeklarowałem, że mogę taką funkcję pełnić. Byłem jedną z osób, które brano pod uwagę i w pewnym momencie zapytano mnie wprost, czy nadal jestem zainteresowany, czy się podejmę pełnienia tej funkcji. Wówczas powiedziałem, że się nie wycofuje i podtrzymuję tę deklarację.
W dużej mierze Pańskie doświadczenie zagrało bardzo dużą rolę.
– Myślę, że tak. Pan wojewoda poprosił o moje CV i z niego wynikało, że ponad 20 lat byłem dyrektorem szkoły – czyli zarządzałem jednostką samorządową, później wójtem gminy Rzgów. Ustawa o samorządzie jest wspólna zarówno dla gminy mniejszej, jak i miasta.
Wygodny jest ten fotel?
– Ten już tak, bo fotel mojego poprzednika nie był wygodny. Został wymieniony, ale wiem, że Pani chodzi o pełnienie tej funkcji. Wiedziałem, że z mojej strony jestem gotowy do pełnienia takiej roli. Zawsze byłem nastawiony na działanie. Zarządzanie jest moją domeną.
Czy zdecyduje się Pan na kandydowanie w wyborach samorządowych na wiosnę?
– Myślę, że tak. Zdecyduję się na start, ale gdzie to będzie start, czy do rady, na fotel burmistrza, czy wójta – to czas pokaże. Ten okres też jest też dla mnie ważny osobiście. To taka próba, żeby samemu się sprawdzić, czy ja chcę iść w tym kierunku, żeby angażować się w kolejną kadencję niełatwej pracy. Czy bardziej iść w kierunku stabilizacji, tym bardziej, że za dwa lata osiągnę wiek emerytalny. Jeżeli chodzi o ten fotel – słupecki – pełnię funkcję burmistrza, ale tak naprawdę zastępuję jednocześnie burmistrza i jego zastępce. W jednej osobie muszę zrealizować te zadanie, jakie wykonywali moi poprzednicy. Dzięki wsparciu pani sekretarz, pani skarbnik i urzędników jestem przekonany, że podołamy i damy rade.





















Do świąt trzy tygodnie, a wejście do urzędu oświetlone niczym choinka. Można próbować zrozumieć, że nastrój, itp. Ale proszę nie zapominać, że rząd PiS nakazał samorządom zmniejszenie zużycia energii o 10%. I w ramach tych oszczędności na wielu słupeckich ulicach świeci co druga lampa. Młody sobie jakoś poradzi po ciemku, ale starsze osoby mają problem. Ustrojenie schodów urzędu jest co najmniej niestosowne w zaistniałych okolicznościach. Z drugiej strony może nie powinienem się dziwić. PiS odchodzi w cień, a pan stara się, żeby było to odejście w cień w blasku światła. I jeszcze ten fotel. Wpada pan na chwilę do urzędu i generuje pan koszty.
To wyglada tak, jakby oderwali pana prosto od imieninowego stolu i powiedzieli, od teraz jesteś bardzo ważnym człowiekiem. Nie mógł pan z tym fotelem poczekać do wyborów samorządowych?Wtedy by pan sobie na koszt podatnika fotel kupił, o ile z woli mieszkańców Słupcy zostałby pan burmistrzem.
Nie mógł pan sobie fotela przynieść ze starostwa? Jak pan będzie za dwa, góra trzy tygodnie odchodzil z urzędu, to rozumiem, że zakupiony dla pana fotel będzie bezużyteczny, bo przecież może nie odpowiadać pańskiemu następcy. Łatwo się wydaje pieniądze podatników.
W ostatnich wyborach samorządowych przegrał pan walkę o fotel burmistrza Zagórowa, więc rozgląda się pan czy nie spróbować w Słupcy. Tylko po co nam burmistrz, który w Rzgowie trzy razy absolutorium nie dostał?
Szkoda Słupcy z takim burmistrzem