Doskonale znany w Słupcy ks. Wojciech Kochański 1 lipca przejdzie na emeryturę. O tym, dlaczego tak wcześnie, o czasie spędzonym w Słupcy i planach na kolejne lata swojego kapłańskiego życia opowiedział w rozmowie z Michałem Majewskim.
Rozmawiamy w Dzień Dziecka, więc chciałbym zapytać o Księdza dzieciństwo.
Byłem najmłodszym, jedenastym dzieckiem w rodzinie. Jedno dziecko rodzice adoptowali, więc łącznie było nas dwanaścioro rodzeństwa. Wychowywałem się w miejscowości Wielgie. To parafia Działyń, okolice Golubia-Dobrzynia. Przepiękne tereny, położone wśród pól, łąk i lasów. Do szkoły średniej chodziłem w Golubiu-Dobrzyniu, mieszkałem w internacie. Potem było seminarium we Włocławku.
Z przerwą na wojsko…
Tak, i to dość długą, bo byłem niepoprawnym żołnierzem. Do jednostki wojskowej w Bartoszycach skierowano mnie, kiedy byłem na drugim roku studiów. To ta sama jednostka, w której wcześniej był m.in. ks. Jerzy Popiełuszko. Było nas wtedy trzy kompanie kleryków z całej Polski, do tego mieliśmy podłączonych braci umotywowanych w działalności partyjnej. Robili wszystko, żeby zniechęcić nas do Kościoła i przeciągnąć na stronę władzy ludowej. Ich działania jednak przyniosły odwrotny skutek. Po ponad dwóch latach spędzonych w wojsku wróciłem do seminarium.
W roku 1980 został Ksiądz wikariuszem w Słupcy.
To była moja druga parafia, po Kramsku, gdzie spędziłem 33 miesiące. W Słupcy byłem prawie 4 lata. Wspominam ten czas bardzo miło, choć też bardzo pracowicie. W tamtych latach parafia św. Wawrzyńca była jedyną w Słupcy, liczyła ponad 11 tysięcy ludzi, a proboszcz miał do pomocy tylko dwóch wikariuszy. Dodatkowo, byłem katechetą. Uczyłem młodzież z Liceum Ogólnokształcącego i Liceum Ekonomicznego, czasami także ze szkoły zawodowej. Byłem też kapelanem szpitala. Naprawdę było co robić.
W Słupcy zastał Księdza stan wojenny.
Tak, na szczęście ten okres minął w miarę spokojnie. Mimo tego, że trochę współpracowałem z Solidarnością. Zdecydowanie bardziej skupiałem się jednak na pracy duszpasterskiej.
Opuszczając Słupcę w 1984 r. spodziewał się Ksiądz, że wkrótce tu wróci w roli proboszcza?
Nie. Po wikariacie w Słupcy trafiłem do Włocławka, do parafii katedralnej. Byłem tam wikariuszem, ale też kapelanem w szpitalu oraz posługiwałem w seminarium. Po 3 latach zostałem przeniesiony do parafii św. Józefa we Włocławku. Byłem głównie kapelanem, ale też wikariuszem i katechetą. W 1998 r. zostałem proboszczem w Nieszawie. 5 lat później dostałem propozycję przeniesienia do dobrze mi znanej parafii św. Wawrzyńca w Słupcy.
Nie zdarza się często, by ten sam ksiądz był w jednej parafii wikariuszem, a potem proboszczem.
To prawda, ale moje losy akurat tak się potoczyły. Taka była potrzeba i takie decyzje biskupa, a ja posłusznie je wykonywałem.
Proboszczem w Wawrzyńcu był Ksiądz przez 10 lat i 2 miesiące. Jak Ksiądz wspomina ten czas?
Bardzo dobrze. Pracy znowu było bardzo dużo, ale była to praca bardzo twórcza. Warto przypomnieć, że jak zaczynałem proboszczowanie, w Słupcy były dwie parafie – św. Wawrzyńca i niedawno utworzona św. Leonarda. Dopiero po 3 latach, w 1996 r. z Wawrzyńca wyodrębniono parafię bł. M. Kozala. Dobrze układała się współpraca z pozostałymi słupeckimi proboszczami. Wspólnie co tydzień wydawaliśmy gazetę dla wszystkich parafii. Kilka numerów nadal mam u siebie. Przez pewien czas mieliśmy też audycję radiową. Świetnie współpracowało się ze środowiskiem samorządowym. Bardzo miło wspominam śp. Karola Wyszomirskiego, mądrego i dobrego burmistrza oraz jego współpracowników. Fajne też było środowisko pedagogiczne i cała parafialna społeczność. Myślę, że nam wszystkim udało się wtedy wiele zrobić, materialnie i duchowo.
1 lipca przejdzie Ksiądz na emeryturę. Decyzja ta może zaskakiwać, bo Ksiądz ma 69 lat, a przeważnie kościelna emerytura zaczyna się w wieku 75 lat.
Anna Kamińska w swojej książce napisała, że trzeba umieć odejść, żeby pozostawić po sobie czysty smak odejścia. To zdanie moim zdaniem pięknie opisuje sytuację, w której jestem. W 2003 r., kiedy opuściłem Słupcę, zostałem proboszczem parafii pw. św. Maksymiliana Kolbego w Koninie. To ogromna parafia, licząca kilkanaście tysięcy ludzi. Dodatkowo, od początku posługi tam jestem również dziekanem i wikariuszem biskupim. Niestety, kłopoty zdrowotne zaczynają już dawać o sobie znać i zaczyna brakować mi sił, żeby dobrze wypełniać powierzone zadania. Dlatego sam poprosiłem biskupa, by zwolnił mnie z wszystkich pełnionych dotychczas obowiązków. Proszę jednak pamiętać, że w kapłaństwie tak naprawdę nie ma emerytury, zmienia się jedynie zaangażowanie w posługę. Cały czas pozostaję człowiekiem Kościoła i zapewniam, że w miarę swoich sił i możliwości będę realizować misję Kościoła. Przy zmniejszonej liczbie obowiązków chce nadal pełnić kapłańską służbę.
Gdzie Ksiądz zamieszka?
Wracam do źródła, czyli do Włocławka. Zamieszkam tam w domu księży emerytów. Nie chciałem zostawać w Koninie, bo nie chcę być dla nikogo ciężarem. Mieszkając w domu księży emerytów będę mógł pomagać wszędzie, gdzie ta pomoc będzie potrzebna. Na pewno nie będę leniuchować.
A Słupcę planuje Ksiądz jeszcze odwiedzać?
Oczywiście, Słupcę kocham i cały czas wspominam. Często się za was modlę i chętnie do was przyjadę, ale tylko na życzenie i zaproszenie miejscowego proboszcza.




















