Okrągłe, bo 90 urodziny w ostatnich dniach obchodził słupecki introligator – Mieczysław Śniegocki. Swój jubileusz świętował 30. lipca w obecności rodziny i bliskich.
Pan Mieczysław oprawą książek zajmował się jeszcze do niedawna, bo do 85 roku życia. Dziś nie pozwala mu na to zdrowie. Mówi się, że jeśli znajdziesz zajęcie, które kochasz i uczynisz z niego swoją pracę, to nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu. Tak twierdził Konfucjusz i tym w swoim życiu kierował się Pan Mieczysław Śniegocki, który ze swojej pasji uczynił źródło dochodu. Pochodzi on z Lądu i właśnie tam podpatrywał pracę introligatora u księży Salezjanów. Metodą prób i błędów nauczył się tego rzemiosła, by później zarejestrować firmę i otworzyć zakład przy ul. Kilińskiego w Słupcy, który prowadził ze swoją żoną Heleną.
O etapach, przez które przechodzi książka zanim otrzyma ją czytelnik opowiadali lata temu w wywiadach lokalnych tygodników. Państwo Śniegoccy książki od początku do końca oprawiali ręcznie – Grzbiet książki przykładamy w specjalnej drewnianej formie do naciągniętych pionowo tasiemek. Następnie ręcznie tasiemki i kartki zszywane są ze sobą: grzbiet smarowany jest dla usztywnienia warstwą kleju, w którą wtopiona zostaje materiałowa koszulka. Gdy klej wyschnie, nadawana jest mu odpowiednia forma poprzez wyklepywanie młoteczkiem. Po tych czynnościach wkładamy książkę do prasy i wyrównujemy kartki ręcznym nożem o kształcie podobnym do tarczy piły, bądź gilotyną. Potem przygotowujemy okładkę sklejając ze sobą dwie tekturki i wycięty z tektury grzbiet. Dopasowujemy ją do książki i obcinamy przydługie brzegi. Gdy forma okładki jest już gotowa, książka przymocowana jest do niej za pomocą wystających z grzbietu tasiemek i kleju, ukrywanych pod białymi koszulkami z białych kartek. Okładkę okleja się introkalem lub kaliko – materiałem przypominającym fakturą skórę – tak o swojej pracy mówił Pan Mieczysław Ewie Muszyńskiej.
Wspominał także, że sprzęt, na jakim pracowali wraz z małżonką był domowej produkcji – Kiedyś nie można było dostać żadnego sprzętu introligatorskiego – Mechanizm drukarki oparłem na nacisku i działaniu wysokiej temperatury. W urządzeniu wykorzystałem m.in. żelazko. Rozgrzane formy literek ułożone w odpowiednie wyrazy dociskają folię i pozostawiają na okładce książki pożądane nagłówki – wspominał Pan Mieczysław.
Dodał również, że książka, która w jego karierze robiła wrażenie i była dobrze wyceniona, to ta, którą przyniósł klient ze Strzałkowa. Była to pamiątka rodzinna. Wydawnictwo liczące 150 lat.
Panu Mieczysławowi życzymy kolejnych, pięknych lat.




















