Znani ogrodnicy – Maria, Piotr i Robert Manikowscy
Ogrodnictwo rodziny Manikowskich ze Strzałkowa to rodzinna firma z bogatym doświadczeniem i tradycją. Pasję i zamiłowanie do roślin z powodzeniem właściciele od blisko czterech dekad kultywują do dziś, dając innym radość i możliwość pielęgnowania tego, co tworzą od przysłowiowego ziarna.
Hodowla roślin – kwiatów rabatowych i pomidorów to ich pasja poparta fachową wiedzą i zdobytym przez lata doświadczeniem. A pasja stała się dziś ich sposobem na życie, dając nie tylko środki utrzymania, ale przede wszystkim satysfakcję z tego, co się robi.
– Kiedy poznałam męża on już wtedy kochał pomidory, zawsze odkąd pamiętam poświęcał im cały wolny czas – zaczyna naszą rozmowę Maria Manikowska.
Ale tak naprawdę prekursorami ogrodnictwa pierwotnie w rodzinie Manikowskich byli rodzice Marii. Słynni ogrodnicy Gromadzińscy ze Skarboszewa. Oni tą pasją zarazili najpierw Marię, a potem też jej brata. Kiedy okazało się, że Piotr również do tej profesji ma przysłowiową rękę, postanowili otworzyć rodzinne ogrodnictwo. Najpierw zajmowali się dystrybucją i handlem gradioli i warzyw. Tutaj, już mieszkając w Strzałkowie powstawały pierwsze szklarnie, w których zaczynali dodatkowo uprawiać kwiaty rabatowe- pelargonie, surfinie, begonie i szałwię. Teraz gospodarstwo liczy około 1800 metrów kwadratowych, a produkowane przez nich rośliny liczy się w tysiącach sztuk. – Miło wspominam te czasy, kiedy kalafiory i pomidory woziłem na giełdy starą Nysą. Nie zdążyłem objechać poznańskiej giełdy na Bema dookoła, to już nie miałem swoich produktów. Moment i było sprzedane! – wspomina pan Piotr.
– Tutaj każdy z nas ma swoje role. My zajmujemy się obecnie produkcją, natomiast tata zajmuje się całym procesem pielęgnacji roślin – mówi syn Robert.
To on właściwie przejmuje po mały interes po rodzicach. Całe życie związany był z roślinami, i tak samo pokochał je, jak wcześniej jego rodzice. Obecnie pracuje w firmie zajmującej się sprzedażą nasion, czyli życie i tak pokierowało go w stronę roślin. – Ale tutaj zawsze do pracy wracam z radością – dodaje.
Sezon na kwiaty praktycznie trwa cały rok i zawsze jest tu co robić. – Bo rośliny nie poczekają, mają swój naturalny rytm i trzeba się temu podporządkować. Jedynie od grudnia do lutego jest chwila oddechu, co nie znaczy, że odpoczywamy, przygotowujemy podłoże na kolejny sezon. Często zdarza się także wprowadzamy nowości…nieco eksperymentując na przykład z kolorami. W ubiegłym roku wprowadziliśmy innowację w postaci czarnej surfini. Czy jest jakaś moda na kwiaty? Zdecydowanie tak! Ludzie kochają kwiaty, chcą mieć kolorowe podwórka, ogrody, balkony. To nigdy nie wychodzi z mody. Choć powiem szczerze, że wielokrotnie zdarza się tak, że klienci mają swoje ulubione odmiany, kolory. Nie ważne czy to turek czy begonia, a może szałwia, pelargonia, goździk. Wszystko tworzymy z sadzonek i hodujemy je do momentu, aż nadają się do sprzedaży – tłumaczy Robert.
Kwiaty jak i pomidory są bardzo wymagającymi roślinami. Potrzebują odpowiedniej temperatury, wilgotności, nasłonecznienia. – Z kwiatami po prostu trzeba rozmawiać. Niejednokrotnie słabszej sztuce dajemy szansę przetrwania, dbając o nią nieco bardziej. I wiele razy zdarza się tak, że wyrasta na jedną z piękniejszych – dodaje pani Maria.
Odmian kwiatów mają bardzo dużo, każdego gatunku. Samych odmian pelargonii jest kilka, podobnie surfinii. Kolorów tutaj jest całe bogactwo. Uprawiają nie tylko, to co najlepiej się sprzedaje i schodzi, ale również to, o co pytają klienci. Z uprawą roślin jest podobnie jak z modą, trendy się zmieniają, ale po latach znowu wraca to, co stare, zapomniane, i przede wszystkim sprawdzone.
A na hasło „pomidory” od razu z kolei widać uśmiech w oczach Piotra Manikowskiego. – Nie jest tajemnicą, że te rośliny kocham najbardziej. Od wielu lat uprawiam je w gruncie, nie jak większość obecnie na wełnie mineralnej, gdzie uprawą nawożeniem i wilgotnością steruje komputer. Ja wszystko wypracowuję sam. Pomidor ma smak, a przy tym i zapach. Każdy z nich inaczej wygląda, ma inną wielkość, to jest to, co naturalne! Ile razy spacerując po gospodarstwie tak po prostu otwieram szklarnię, żeby poczuć ich zapach. Pasja i miłość do pomidorów kiedyś wygrała! I nie żałowałem tego nigdy – tłumaczy pan Piotr.
Rodzina Manikowskich oczywiście nie wymienia tylko samych plusów rodzinnego biznesu. Nie raz musieli zmagać się z ogromnymi stratami wśród roślin. Jedyne, na co tutaj nie masz wpływu to pogoda. Zdarzyło się, że tuż przed 1 listopada wiatr zniszczył większość plantacji chryzantem. Innym razem grad zniszczył większość szklarniowych tuneli, robiąc spustoszenie w roślinach. – Ale pomimo wszystko, nigdy nie zdarzyło się tak, że żałowaliśmy tego, czym zaczęliśmy zajmować się w życiu – powiedzieli kończąc.





















