Mieszkanka Słupcy resztkami sił wezwała pogotowie. Nie była już jednak w stanie otworzyć drzwi załodze pogotowia.
Samotnie mieszkająca w bloku przy al. Tysiąclecia starsza pani tydzień temu, w nocy z wtorku na środę źle się poczuła. Po godzinie 4.00, resztkami sił wezwała pogotowie. Zdołała jeszcze otworzyć drzwi do swojego mieszkania. Kiedy po chwili załoga pogotowia pojawiła się na miejscu, kobieta była już nieprzytomna. Ratownicy dzwonili domofonem, ale nikt nie odpowiadał. O problemach z dostaniem się do bloku powiadomili dyspozytora, który natychmiast na pomoc wezwał strażaków. Po chwili jednak załodze pogotowia udało się wejść do bloku. Drzwi na klatce otworzył im jeden z sąsiadów pacjentki. Zaraz po wejściu do mieszkania lekarz i ratownicy zaczęli reanimację. Po chwili dołączyli do nich strażacy. Niestety, na ratunek nie było już szans. Mimo długiej walki o życie kobiety lekarz stwierdził zgon.





















Jak to skomentować?Brak słów!
Przecież ta kobieta nie mieszkała sama w bloku
Naciska się na wszystkie domofony!!
ktoś otworzy.
Zostawiła otwarte drzwi do swojego mieszkania bo pomyślała
Natomiast ratownicy tracili czas-bo nie pomyśleli
Nawet zwykły roznosiciel ulotek wie jak wejść do bloku.
Dokładnie… Czekali aż przyjedzie straż … Śmieszne! Tę kobietę na pewno dałoby się uratować gdyby nie zwlekano z wejściem!!!
Inteligencja..
1. Pogotowie wezwano „Po godzinie 4.00…” godzina o której ludzkie śpią i ich reakcja na domofon moze byc wydłużona
2. „Drzwi na klatce otworzył im jeden z sąsiadów…” czyli jednak dzwonili…
Muszę Was rozczarowac, ratownicy poradzili sobie i sami wpadli na pomysl aby dzwonic do innych lokatorów.. nie musieli czekać na Waszą burze mózgów..
Skąd w Was tyle nienawiści, wytykać innym a sami najlepsi z najlepszych..
Naprawdę uważacie ze ratownicy, którzy dobrowolnie decydują się na taki zawód, majac wezwanie stoją potulnie pod klatką i czekają na straż kiedy ktoś umiera..?
Tak wygląda nasza służba którą ratuje ludzi brak słów
Do!!!!!! To juz jest wlamanie do obcego mieszkania
Jakie włamanie?
Gdyby dzwonili do innych lokatorów?
Swoje mieszkanie kobieta otworzyła
więc weszliby bez problemu.
Kiedyś w blokach nie było domofonów ani utajniania nazwisk lokatorów dzięki czemu wszystko w nagłych sytuacjach przebiegało gładko i sprawnie. Potem zachciało się ludziom barykadowania wejść i bezsensownej anonimowości za wszelką cenę. Oto są skutki tej chorej nowomody i pseudo-postępu.
realista
Domofon to nie barykada.
Zapytaj listonosza gdzie łatwiej wejść,do bloku czy do ciebie do domu-gdzie na podwórzu biega pies?
Domofony w blokach zapewniają porządek,nie ma kradzieży w piwnicach.
A jeśli potrzeba-to każdy mieszkaniec otworzy.
Na 10 czy15 mieszkań-zawsze ktoś jest w domu.
Dziadku Zenku, realista ma rację. Przecież złodzieje już dawno wyemigrowali do Europy Zachodniej i nie ma się przed kim chronić. Skoro liczba kradzieży samochodów drastycznie spadła to tym bardziej drobnych rzeczy z klatek i piwnic nie ma kto kraść. Polska się zmieniła, to już nie są dzikie lata 90-te, w których masowo ginęło wszystko co popadło. Chuliganów też jest wyraźnie mniej i będzie jeszcze mniej, bo młodzi teraz nie chcą mieć dzieci albo jak już chcą to często decydują się na jedno. To jest zupełnie inna rzeczywistość. Blokowcy, wywalcie te domofony i cieszcie się wolnością. Teraz już możecie, wreszcie w Polsce jest bezpiecznie!