– Nawet gdybyśmy mieli plan na to, żeby tę szkołę wygasić, to z dnia na dzień tego nie zrobimy. A szkoła przynosi dużo straty – o Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Strzałkowie mówi Beata Wojtkowiak, kierownik wydziału oświaty w słupeckim starostwie. Pomysłem na poprawienie sytuacji dawnego strzałkowskiego Rolnika ma być utworzenie tam klasy wojskowej.
Już od dwóch lat próbuje się w naszym powiecie utworzyć klasę wojskową. Dwie próby uruchomienia jej w słupeckim LO okazały się fiaskiem. W obu przypadkach zabrakło wystarczającej liczby chętnych. Powiatowi radni oceniali niedawno, że lepszym pomysłem było zaproponowanie klasy wojskowej w którejś z technicznych szkół. W dyskusji najczęściej wskazywano na Zespół Szkół Zawodowych w Słupcy. Władze powiatu klasę wojskową planują jednak wprowadzić do oferty Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Strzałkowie. Aby ogłosić nabór na nowy rok szkolny, do końca stycznia trzeba złożyć wniosek do Ministerstwa Obrony Narodowej o udzielenie zezwolenia na utworzenie oddziału przygotowania wojskowego. Z kolei żeby złożyć wniosek, potrzebna jest uchwała rady powiatu. Ta podjęta ma zostać na dzisiejszej sesji.
Wczoraj, podczas posiedzenia komisji rolnictwa i budżetu radni długo dyskutowali na ten temat. Pytali, dlaczego utworzenie klasy wojskowej zaplanowano w Strzałkowie, a nie w Zespole Szkół Zawodowych w Słupcy.
– To jest ratowanie szkoły, nic więcej – komentował Dawid Hierowski.
– Może to nie wypalić, podobnie jak w liceum – oceniał Czesław Dykszak. Zwracał uwagę, że wojsko potrzebuje ludzi z konkretnymi zawodami. To głównie mechanicy, elektrycy czy informatycy, a w takich zawodach kształci szkoła w Słupcy.
Tomasz Parus dociekał, co przesądziło, że zdecydowano się na Strzałkowo, a nie Słupcę.
– Jest jeden powód, dlaczego tam, a nie tutaj. Mamy do utrzymania dużą szkołę, jeśli chodzi o pomieszczenia, natomiast małą jeśli chodzi o uczniów w niej się uczących. Uczy się 230 uczniów w 11 oddziałach. To małe oddziały. Na każdym poziomie mamy oddziały np. 17-osobowe, co sprowadza się do tego, że utrzymanie tej szkoły jest dla nas bardzo drogie. Ta szkoła, jeśli mogę tak się wyrazić przynosi – nie wiem czy w przypadku szkoły można mówić o stratach, ale jeśli podsumowujemy to ile otrzymujemy na uczniów szkoły potrzeb edukacyjnych, a ile na tę szkołę wydajemy to jest to taka dziura, którą można zastąpić albo zmniejszyć wtedy, kiedy będziemy w tej szkole mieli więcej uczniów. Nawet gdybyśmy mieli plan na to, żeby tę szkołę wygasić, to z dnia na dzień tego nie zrobimy. A szkoła przynosi dużo straty. To miałby być ewentualny zastrzyk, żeby tę szkołę trochę uratować, uratować rekrutację – tłumaczyła Beata Wojtkowiak, kierownik wydziału oświaty w słupeckim starostwie.
– Z punktu widzenia organizacyjnego najbardziej zasadnym byłoby utworzenie tej klasy, albo przynajmniej zaproponowanie utworzenia tej klasy w Zespole Szkół Zawodowych. Tylko w Zespole Szkół Zawodowych nie mamy problemu z rekrutacją. To jedna z dwóch największych szkół. Ilość uczniów jest podobna jak w Zespole Szkół Ekonomicznych. I tutaj i tutaj jest około 600 uczniów. I mimo tych 600 uczniów, również te szkoły przynoszą nam starty. Szkoła w Strzałkowie, w przeliczeniu na ucznia tych strat przynosi nam najwięcej – dodała pani kierownik.
Wicestarosta podkreślał, że nie ma mowy o wygaszaniu czy zamykaniu żadnej ze szkół. – Chciałbym, żeby to wybrzmiało – mówił Piotr Kowalski.
W dyskusji radnych pojawiła się sugestia, by we wniosku do ministra zawrzeć dwie szkoły, a dopiero później wybrać tę, w której klasa wojskowa miałaby być utworzona. To jest jednak niemożliwe. Jak tłumaczył wicestarosta, MON ma limit takich szkół na całą Polskę i konieczne jest wskazanie już teraz konkretnej placówki.




















Szkołę – i szerzej edukację w powiecie – może uratować tylko aktywne działanie, a nie ciągłe narzekanie na brak pieniędzy. Środki nie pochodzą wyłącznie z „centrali”. Samorządy mają realne możliwości pozyskiwania funduszy z dochodów własnych, programów rządowych, Funduszy Europejskich czy współpracy z organizacjami pozarządowymi. Kluczowe jest przygotowywanie projektów i skuteczne aplikowanie o granty, bo często to brak inicjatywy, a nie brak pieniędzy, jest największym problemem.
Równie ważny jest poziom nauczania i warunki, w jakich uczniowie mogą się rozwijać. Lepszy transport do szkół średnich to nie „luksus”, ale realna inwestycja w przyszłość młodych ludzi. Dzięki dojazdom uczniowie mogą uczestniczyć w zajęciach dodatkowych, olimpiadach i projektach, co przekłada się na wyniki i otwiera drogę do prestiżowych stypendiów – także zagranicznych. To właśnie w ten sposób wyrównuje się szanse uczniów z mniejszych miejscowości. Inwestycje w edukację, transport i jakość nauczania to nie koszt, lecz najlepsza lokata w rozwój całego regionu.