Dokonał renowacji oryginalnej szafy hamburskiej z XVIII w. i wiedeńskiego fortepianu z 1815 r. należącego do śp. dyrygenta Roberta Satanowskiego z 1815 r. Od kilku lat mieszka w Słupcy. – Słupca bardzo mi się spodobała, pomimo że wszyscy mówią, że to jest takie zapyziałe miasteczko, tutaj czuje się tą pogodę ducha – mówi Henryk Piotrowski.
Pan Henryk pokazuje nam swoje prace: – To jest intarsja, proszę pana, to jest wszystko drewno. Jestem z wykształcenia plastykiem i te sprawy widzę, traktuję jak plastyk. W najbliższym czasie jego prace będzie można podziwiać na wystawie z okazji Wawrzynek Słupeckich oraz od 10 sierpnia w Muzeum Regionalnym w Słupcy. Wcześniej przekazał dwa herby dla burmistrza Słupcy. Planuje także wykonać mapę historycznego słupeckiego grodziska w formacie dużego blatu z drewna. Będzie to wymagało bardzo dużego nakładu pracy. – Czy dożyję końca prac, nie wiem…
Henryk Piotrowski urodził się w czasie wojny, w 1942 r. w Rydze – stolicy i największym mieście Łotwy, gdzie ukończył szkołę podstawową. – Moja babka była urodzona pod Pskowem, nigdy w Polsce nie była, ale była wielką patriotką i Polką. Matka pochodziła z Zawiercia (województwo śląskie), a ojciec z Rygi. – Pojechała na Łotwę na zarobek. Poznali się u gospodarza, gdzie mama pracowała. Ojciec tam naprawiał wagi w mleczarniach. Efektem tego poznania to ja jestem – podkreśla pan Henryk.
Z tego małżeństwa urodziło się troje dzieci – bohater naszego artykułu i dwie młodsze córki. W 1957 r. cała rodzina sprowadziła się do Polski. Pan Henryk dłuższy czas mieszkał na Śląsku. – Od matki odszedłem szybko i się usamodzielniłem – wspomina. Zamiłowanie do drewna poczuł głównie dlatego, że jego ojciec był ślusarzem, jednak blacha wydała się panu Henrykowi zimna i nieprzyjemna. – Drewno natomiast jest ciepłe i w tym kierunku wybrałem swój zawód, poszukałem szkołę o odpowiednim profilu, dwie były tylko takie w Polsce wtedy.
W Cieplicach k. Jeleniej Góry (województwo dolnośląskie) ukończył szkołę zawodową rzemiosł artystycznych. – Tam mnie nauczono techniki intarsji. Są jeszcze inne techniki, ale wymagają dużego zaplecza warsztatowego. Uzyskał dzięki temu zawód snycerz rzeźbiarz. Potem ukończył jeszcze 3-letnie liceum ogólnokształcące w Nysie (województwo opolskie). Maturę zdał na początku lat 60. Przez rok służył w wojsku.
Następnie podjął naukę w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. Na Śląsku poznał cały krąg profesorów sztuk plastycznych. – Studia skończyłem nie formalnie na uczelni, tylko we własnym zakresie pod kierunkiem profesor Anny Kruczkowskiej-Pietrzykolan ze Śląska. Dobrych kilka lat byłem w kręgu tych wykładowców plastyków, liternictwa mnie uczyli, kompozycji, zaliczyłem praktycznie cały program studiów dziennych.
Pracował potem jako konserwator zabytków, prowadził swoją firmę, po czym na kilka lat wyjechał do pracy w Danii. W Kopenhadze otrzymali zlecenie od królowej Danii Małgorzaty II. Zlecenie dotyczyło przeprowadzenia renowacji kilku mebli do jej prywatnego muzeum. Pan Henryk rozmawiał z nią nawet osobiście. – Bardzo sympatyczna kobieta – podkreśla.
Ponadto wykonał renowację wykonanej z dębiny oryginalnej szafy hamburskiej z XVIII w. Leżała na świeżym powietrzu pod jabłonią przez 3-4 lata i niszczała. – Wykonaliśmy wszystko razem ze złoceniem, intarsją i zarobiliśmy wtedy bardzo dużo pieniędzy. Przeprowadził jeszcze m.in. renowację wiedeńskiego fortepianu z 1815 r. należącego do śp. dyrygenta Roberta Satanowskiego. – Fortepian ten, jak pamiętam, miał ramą drewnianą, całość była palisandrowa, z takimi ładnymi żyłkami.
Wykonał również drobne rzeczy przy wykończeniach wnętrz odbudowanego Zamku Królewskiego w Warszawie i w 1985 r. otrzymał zaproszenie na otwarcie zamku. W Katowicach pracował w galerii prywatnej, gdzie fornirował szlachetnym fornirem bardzo zaniedbaną meblościankę z barkiem w stylu art deco, bardzo cenną rzecz z okresu międzywojennego, która zawierała w sobie dużo intarsji.
Ze względów zdrowotnych, w 2011 r. zdecydował się przenieść ze Śląska do Słupcy i podjąć leczenie. – Słupca bardzo mi się spodobała. Pomimo, że wszyscy mówią, że to jest takie zapyziałe miasteczko, ja mówię, że to nie sztuka mieszkać np. w blokach w molochu takim jak Katowice, Wrocław, gdzie kamień na kamieniu jest i beton. Tutaj czuje się taką pogodę ducha.
Zaprezentowane w artykule prace to intarsja. – Mój sposób wykonywania intarsji to jest intarsja geometryczna. Ja jestem wykształcony jako grafik, a geometria wykreślna to mój konik. To jest matematyka, choć nie odbieram jej jako matematyki, bardziej jako przenikanie form, np. stożek przenika przez sześcian, względnie sześcian rozbity. Rysunki nie są moje, jest to tylko moja ich interpretacja. Fotografie przerysowuję na grafikę. Cały czas sięgam po pewne wzorce. Jest przy tym dużo pracy – dodaje Henryk Piotrowski.
– Kiedyś meble oklejano takimi fornirami, to jest naturalne drewno konserwowane, i grafika na sklejce. Technika dosyć znana. W Polsce kilka osób się tym zajmuje. Ja na emeryturze się trochę podleczyłem i teraz wróciłem do tego. Pan Henryk mówi, że przez cały okres swojego życia starał się być aktywny. Tak jest także i teraz. – Boję się określenia, że ktoś zdziadział, dlatego też cały czas chcę coś robić, nie chcę zdziadzieć, a to umiem najlepiej robić i dlatego robię. Młodzieży mogę przekazać pewne wiadomości, ale nic na siłę, żeby tylko ktoś chciał…





















