Wszystko wskazuje na to, że Jacek Bartkowiak wkrótce przestanie być starostą słupeckim. Jak już informowaliśmy, jego następcą ma być popierany przez koalicję Trzecia Droga – Razem dla Powiatu Marek Dąbrowski. Zbliżający się koniec kadencji to dobry moment, by ocenić 5,5 roku pracy Jacka Bartkowiaka na stanowisku starosty. Zapraszamy do udziału w sondzie.
[poll id=”330″]





















Jeszcze Pan wróci Panie Starosto.
Chyba do gazetki slupeckiej
Oczywiście że tak. Jeszcze Prowincjonalia nie wróciły do Słupcy z Wrześni a to jego robota była.
Oczywiście że tak. Jeszcze Prowincjonalia nie wróciły z Wrześni a to że zniknęły ze Słupcy to jego robota przecież
Bartkowiak jest z PiSu i firmuje dziadostwo, które uprawiała przez lata ta partia. Wyrządzili tyle szkody, ile wcześniej chyba tylko PZPR miał na swoim koncie. Trzeba ich eliminować ze strefy życia społecznego tak jak wcześniej członków PZPR. I nie mówcie, że przecież realizował inwestycje w powiecie. Zapytajcie, dlaczego powiaty, gdzie PiS nie rządził, nie dostawały i jaki był system przyznawania środków. Wczujcie się w położenie takich powiatów. Patrzcie szeroko, a nie tylko przez pryzmat powiatowego podwórka. Ile szkód w gospodarce a przede wszystkim w sferze mentalnej wyrządził PiS, starczy na wiele komisji śledczych. Niemal codziennie dowiadujemy się o kolejnych aferach, małych czy większych świństwach tej partii. A Bartkowiak był beneficjentem tego systemu. I nie udawajmy, że było inaczej.
A ty gdzie mieszkasz? Masz pretensje, że powiat przestał wyglądać jak zadupie
Brednie wypisujesz. Co ja mam się zastanawiać jak się czują inne powiaty? Wolę się przejechać nową drogą do Lądu i z powrotem. Co mnie obchodzi, że jakiś gapciowaty starosta w innym powiecie nie pozyskał środków na budowę drogi. Za kadencji Bartkowiaka wyremontowano 70 km z 350 km dróg powiatowych. Wybudowano 20 km ścieżek rowerowych. Ciekawe ile środków załatwi nowy starosta? Będzie miał dużo łatwiej, wszak namaszczony przez samego posła to dostęp do środków państwowych i europejskich będzie miał bezpośredni.
MACIEK ,BIERZ MNIEJ ALBO ZMIEŃ DEALERA
Racja, PiS i ich komunistyczne podejście do państwa cofnęło Polskę o jakieś 20 lat. Większość ma zarabiać minimalną która zaraz będzie starczała na chleb i wodę tylko a dziady z partii albo ich rodziny będą się panoszyć jak szlachta. Równi i równiejsi
Ja do końca tego człowieka nie rozumiem, jako historyk powinien mieć świadomość, że jako Polacy powinniśmy trzymać się zachodu, zachodniej cywilizacji, bo gwarantuje nam bezpieczeństwo i rozwój. A trzymanie się z frakcją PIS-owską anty zachodnią i anty europejską o mentalności Orbana i Putina to daje do myślenia? Czy tylko chodziło mu o karierę przy partii która akurat była u władzy???
Pokaż mi korzyści z trzymania się zachodu? „Gwarantuje bezpieczeństwo”, w jaki sposób nam gwarantuje to bezpieczeństwo? To nie jest złośliwe pisanie, tylko takie realne, gdyż, bo, ponieważ, nie widzę tego o czym piszesz w swoim komentarzu. A póki co to właśnie ten zachód próbuje właśnie w pierwszej kolejności do niszczenia naszego kraju.
PAWEŁ, bierz pół mniej
Wykrzykiwanie na ludzi o innych poglądach „do Berlina” też było słabe
I ktoś taki jak Minona ma coś do powiedzenia? Lepiej się nie odzywaj i wstydu nie przynoś. Jak masz takie poglądy to baćka Łukaszenaka cię przygarnie. On już od 1994 roku jest prezydentem , czyli 30 lat. Weź wyjedź do Białoruści ćwoku, albo do Rosji tam Putin zaczął rządzić w 2000r.
I taki kretyn jak Minona jak miał by jaja gnił by w łagrze Putina, był by może mięsem armatnim na Ukrainie albo chodził na wiece poparcia dla Putina. Nie wiem co gorsze ale takie kretyny się w Polsce rodzą. O zgrozo!!!
Nie musisz pisać dwóch osobnych komentarzy, potrafię czytać. A do sformułowań typu szur, kretyn, ruski, czy białoruski troll, wielu na przestrzeni 5 lat już jest przyzwyczajonych. Pokaż w którym miejscu w moim wpisie było coś pochlebnego o towarzyszach ze wschodu? To, że jesteśmy Polakami, a wielu z nas nie podoba się to co robi ten twój zachód w naszym kraju, nie oznacza od razu uwielbiania panów z za naszej wschodniej granicy. Nasi przodkowie walcząc o niepodległą i wolną Polskę, na pewno nie tak wyobrażali sobie Ją w przyszłości, tej która teraz trwa. Pozdrawiam serdecznie.
Mam kilka zastrzeżeń do działania Pana Bartkowiaka ale Ty ziejesz jakimiś jadem, pomyśl, że jednak jest coś na Plus
Nie zieję jadem do Bartkowiaka, nie rozumię jego poglądów prawicowych i izolacjonistycznych w sytuacji gdzie mamy wojnę za progiem. Ale jego sprawa, dobrze że już nie będzie starostą. Denerwują mnie jedynie idioci kwestionujący naszą przynależność do zachodu. Takich kretynów wysłał bym na pół roku na Białoruś, do Rosji bądź Korei Północnej, może coś by zrozumieli.
Najlepszy jak do tej pory !!!!
Nie wiem co takiego złego wg Ciebie ten zachód w Polsce zrobił? Że pieniądze zainwestował i wielu ludzi ma pracę? Trzeba mieć świadomość, że Polska to nie Wielka Brytania nie jest wyspą na Atlantyku, tylko kraj położony pomiędzy agresywną Rosją i silnymi Niemcami. 1000 lat historii nauczyło, że musimy szukać sojuszników. Jesteśmy w NATO z przyjaciółmi z zachodu i dzięki temu nasze chłopaki nie umierają jak sąsiedzi na Ukrainie i nikt nie atakuje rakietami naszych miast.
Wyłącz TV, różnego rodzaju wiadomości propagandowe, włącz samodzielne myślenie… Nie będę walczyć z tobą na żadne słowa, bo jesteś przesiąknięty różnego rodzaju informacjami, które ukierunkowały twoje i nie tylko twoje myślenie. Jeśli chodzi o naszą historię, to nie potrafimy wyciągać wniosków i czasami nie znamy historii swojego kraju, albo znamy ją tylko wybiórczo. Zakończę swój wątek słowami jednego z naszych Rodaków: „Naród, który nie zna swojej historii, traci tożsamość, a bywa, że i niepodległość…”
Bartkowiak powinien być gruntownie rozliczony. Ale bez obaw – papiery wkrótce ujrzą światło dzienne.
Dyrektywa budynkowa, czyli odwrócone reparacje
Reparacje wojenne to zgodnie z definicją z Wikipedii: „Rekompensaty finansowe za straty i szkody spowodowane przez działania wojenne, wypłacane zaatakowanej stronie konfliktu w przypadku jej zwycięstwa bądź korzystnego dla niej rozejmu, wynikające z łamania przez napastników postanowień Konwencji haskiej z 1907 roku bądź innych aktów prawa międzynarodowego”. Po zakończeniu I wojny światowej mocą Traktatu Wersalskiego podpisanego w czerwcu 1919 roku Niemcy zostały zobowiązane do zapłaty reparacji, których kwotę miała ustalić powołana Komisja Odszkodowań. Komisja ta zakończyła pracę w maju 1921, ustalając wysokość odszkodowań na 132 mld marek w złocie. Niemcy próbowały negocjować zmniejszenie tej kwoty, a po dojściu Hitlera do władzy zaprzestały wypłat reparacji. Po zakończeniu II wojny światowej odszkodowania za I wojną światową spłacała Republika Federalna Niemiec, a ostatnie odsetki w wysokości 70 mln euro od zaciągniętych na ten cel pożyczek zostały zapłacone przez Niemcy na rzecz Wielkiej Brytanii i Francji w roku 2010.
Po zakończeniu II wojny światowej podczas Konferencji Poczdamskiej na przełomie lipca i sierpnia 1945 roku kwestie ustalenia reparacji za II wojnę światową scedowano na przyszłą konferencję pokojową, która formalnie miała zakończyć II wojnę światową i uporządkować kwestie relacji między poszczególnymi państwami. Jednak taka konferencja nigdy się nie odbyła. Republika Federalna Niemiec wypłaciła odszkodowanie jedynie na rzecz Izraela i Światowego Kongresu Żydów oraz w roku 1960 na rzecz Grecji, która otrzymaną kwotę konsekwentnie uznawała za zaliczkę, a nie pełne odszkodowanie. Rząd Polski dopiero po objęciu władzy przez Zjednoczoną Prawicę w roku 2015 podniósł kwestię należnych Polsce reparacji i w szczegółowych raporcie wyliczył ich kwotę na ponad 6 bilionów złotych:
6 220 609 000 000 złotych
Reparacje należne, adekwatne do strat jakie poniosła Polska ze strony Niemiec. Kwota niemała, nic więc dziwnego, że różne niemiecki organizacje i podmioty wspierały na wszelkie możliwe sposoby polską opozycję w zeszłorocznych wyborach parlamentarnych. Liczono, że po zmianie władzy rząd liberalno-lewicowy zweryfikuje skalę reparacji, a może nawet odstąpi od wszelkich roszczeń. I tak się rzeczywiście stało. Donald Tusk w obecności kanclerza Scholza oświadczył: „W sensie formalnym, prawnym, międzynarodowym, kwestia reparacji została zamknięta wiele lat temu.” To oświadczenie, wprawdzie sprzeczne z prawdą historyczną, było dla Niemiec zbawienne. Ale to okazało się za mało. Niemcy nie mogą sobie pozwolić, by kwestia ta kiedykolwiek powróciła na agendę. Parafrazując Sławomira Nitrasa, Niemcy wiedzą, że potrzebna jest „uczciwa kara za to, co się stało”, wiedzą, że „muszą nas opiłować z pewnych przywilejów, bo jeżeli nie, to znowu podniesiemy głowę, jeśli się cokolwiek zmieni”
12 marca bieżącego roku Parlament Europejski przyjął „Dyrektywę o charakterystyce energetycznej budynków”. Miesiąc później, 12 kwietnia, Rada Unii Europejskiej (za zgodą rządu Donalda Tuska, którego przedstawiciele wstrzymali się od głosu) zatwierdziła ostatecznie dyrektywę budynkową, która w ten sposób stała się obowiązującym prawem, także w Polsce. Dyrektywę budynkową zmuszającą mieszkańców Unii do remontów swoich domów oraz wymiany źródeł ogrzewania według wytycznych Komisji Europejskiej. Pisałem już wcześniej, że według wyliczeń specjalistów koszt takiego remontu dla domu o powierzchni 150 m² wyniesie 350 tys. zł. Olbrzymia suma, zaporowa dla wielu rodzin. Ale warto postawić pytanie, jakie będą łączne koszty, które poniosą wszyscy mieszkańcy naszego kraju. Zakładając, że koszty remontu mieszkań w blokach wielorodzinnych będą niższe, rzędu kilkudziesięciu tysięcy, to średni koszt remontu przypadający na jedną rodzinę oszacowałem na 175 tys. zł co pomnożone przez 8 mln gospodarstw daje kwotę 1,4 biliona złotych:
1 400 000 000 000 złotych
Moje szacunkowe wyliczenie pokrywa się z opiniami ekspertów, którzy oceniają całkowity koszt, który będzie musiało ponieść polskie społeczeństwo na 1,5 bln złotych. W dużej mierze beneficjentem wydatkowanych przez Polaków pieniędzy będą firmy niemieckie. We wschodnich Niemczech już budowane są fabryki produkujące pompy cieplne, które mają zastąpić piece węglowe i gazowe. W ten oto sposób zamiast należnych nam reparacji w kwocie 6,22 biliona złotych Polacy będą zmuszeni zapłacić niemieckim firmom 1,5 biliona złotych. Dyrektywa budynkowa to odwrócone reparacje. Za każdą wyliczoną złotówkę należnego Polsce odszkodowania Polacy będą musieli zapłacić 25 groszy haraczu. A co będzie, jeśli kogoś po prostu nie będzie stać na poniesienie tak drastycznych kosztów? Zarządzający Unią Europejską Niemcy i to przewidzieli. Od roku 2027 każdy kto nie spełni wymogów dyrektywy budynkowej będzie musiał płacić kary w wysokości kilkunastu tysięcy złotych rocznie. Do czasu wprowadzenie pełnej zeroemisyjności kary te zrównają się z kosztami remontu.
Zatem sytuacja jest bez wyjścia? Jest wyjście. 10 maja należy wyjść na ulice Warszawy, by wziąć udział w ogólnopolskim proteście pod hasłem „Precz z zielonym ładem”. 9 czerwca trzeba pójść na wybory, by odsunąć od władzy w Unii Europejskiej opętanych chorą ideologia ekoterrorystów. Jeśli tego nie zrobimy, jeśli teraz tego nie zrobimy, to wtedy znajdziemy się rzeczywiście w sytuacji bez wyjścia.
Nie zapomnę tego wydzierania się Bartkowiaka i reszty z PiS-u „do Berlina” w kierunku mieszkańców Słupcy, którzy mają inne poglądy niż oni. To było poniżej jakiejkolwiek przyzwoitości i kultury.