Pojedynek ZKSu Orły Zagórów z wiceliderem rozgrywek, Orłem Grzegorzew, inaugurował kolejną serię piłkarskiej wiosny. Spoglądając na miejsca w tabeli obu drużyn, można było zakładać, że faworytem będą goście. A ci, choć podczas przedmeczowej rozgrzewki strasznie pudłowali, w meczu skuteczność odzyskali. Inna sprawa, że nasza drużyna zagrała słabsze spotkanie — spotkanie, w którym popełniała masę błędów, które goście zamienili na sześć bramek.
Ledwo obydwa zespoły wyszły z szatni, ledwo mecz się rozpoczął, a na tablicy wyników pojawiła się jedynka po stronie Orła. Zanim upłynęła dziesiąta minuta gry, przyjezdni po raz drugi trafili do naszej bramki i trudno było zakładać korzystny wynik, tym bardziej że do tej pory, jak i później, do końca meczu naszych strzałów było jak na lekarstwo, a nasze akcje kończyły się najczęściej niecelnymi decyzjami i niecelnymi podaniami.
Najbliżej strzelenia gola był w 29. min Dariusz Gromanowski, który po uderzeniu z rzutu wolnego zmusił bramkarza rywali do interwencji. Tych znacznie więcej miał na swoim koncie nasz bramkarz, który po raz trzeci po piłkę do siatki sięgał w 39. min po rzucie karnym. Kolejna wrzutka piłki w pole karne i celna główka miały miejsce w 42. minucie i Orzeł prowadził do przerwy 4:0. Po zmianie stron dorzucił dwa gole w 55. i 62. minucie i wywiózł pewne punkty z Zagórowa. Więcej na łamach Kuriera

















