Łucznictwo najprościej mówiąc to sztuka posługiwania się łukiem. Z łucznictwa tradycyjnego wyewoluowało łucznictwo sportowe i w takiej formie reprezentowane jest na igrzyskach olimpijskich. Nie jest to sport zbyt popularny w naszym regionie, a jednak można znaleźć zawodniczkę, która ten sport uprawia. Mowa tu o mieszkance Koszut – Dagmarze Frydrychowicz.
Interesujący się sportem mieszkańcy naszego powiatu, mogą cię pamiętać trenującą karate. Skąd więc pomysł na łucznictwo? Jaki konkretnie rodzaj łucznictwa uprawiasz? I wreszcie jakie były twoje początki w tej dyscyplinie?
Tak to prawda przez wiele lat trenowałam karate, był również krótki epizod w roli instruktora karate. Przypomnę jeszcze o strzelectwie sportowym, chociaż na strzelnicy pojawiam się już rzadko. Łucznictwo to czysty przypadek, trochę też było związane z moim poprzednim miejscem pracy i poznaniem ludzi, którzy łucznictwem się zajmowali i tak to się zaczęło. Ja uprawiam łucznictwo tradycyjne czyli to takie najbardziej podstawowe. Łuki są proste wzorowane na łukach historycznych. Nie posiadają żadnych urządzeń zwiększających celność. Do dyspozycji mam tylko łuk oraz drewniane strzały. Sposób celowania jest tak naprawdę kwestią indywidualną. Pomimo, iż posiadamy sprzęt zbliżony parametrami, każdy z zawodników celuje w trochę inny sposób. Łuki też różnią się kształtem oraz siłą naciągu, którą już łucznik sam sobie dobiera w zależności od własnych preferencji strzeleckich. Więcej w Kurierze fot. ze zb. D.Frydrychowicz





















