Stomatologia była nie tylko jego pracą, ale również życiową pasją. Uwielbiał kontakt z ludźmi, lubił żartować. Był dobrym dentystą, ale przede wszystkim dobrym człowiekiem. Wojciech Szczepanowski miał 88 lat.
Na świat przyszedł w Sosnowcu. Później z rodzicami i bratem przeprowadził się do Łodzi, gdzie uczył się w liceum ogólnokształcącym. Po maturze przeniósł się do Poznania. Tam ukończył studia, zdobył dyplom stomatologa. Pracę zawodową rozpoczął w Zagórowie. Później zdecydował się przenieść do Wilkowa Polskiego, wioski niedaleko Leszna. Do Słupcy, razem z żoną Emilią (byli wówczas kilka miesięcy po ślubie), przeprowadzili się w 1975 r. Tutaj państwo Szczepanowscy zostali na stałe. W tym samym roku na świat przyszła ich pierwsza córka Daria, która idąc w ślady taty została również stomatologiem, siedem lat później urodziła się druga córka – Wiktoria. W Słupcy pan Wojciech realizował się zawodowo. Najpierw pracował w Spółdzielni Inwalidów równocześnie prowadząc prywatną praktykę w mieszkaniu na ul. Kilińskiego. – Jako dziecko pamiętam, że kiedy wychodziłam z pokoju często spotykałam pacjentów oczekujących w korytarzu, pozostali czekali na klatce schodowej, a czasami nawet przed wejściem do bloku – wspomina córka Wiktoria. Przez kilkanaście lat pan Wojciech pracował w Ośrodku Zdrowia w Giewartowie w charakterze stomatologa oraz kierownika placówki.
W ostatnich latach aktywności zawodowej przyjmował pacjentów w prywatnym gabinecie w swoim domu, przy ul. Kopernika w Słupcy. Nigdy nikomu nie odmówił pomocy. Wielokrotnie się zdarzało, że otwierał gabinet w niedzielę czy w święto, by przyjąć pacjenta z bólem. Jak mało kto w Słupcy i okolicy potrafił usuwać bolące zęby, bez konieczności rozcinania dziąsła. Właśnie za fachowość, ale i chęć pomocy o każdej porze pacjenci bardzo cenili pana doktora. Lubili do niego przychodzić jeszcze z jednego powodu. – Tata uwielbiał kontakt z ludźmi, z każdym pacjentem musiał porozmawiać. Lubił też żartować. Zawsze miał w zanadrzu kilka fajnych dowcipów, którymi chętnie dzielił się z pacjentami – wspomina córka Wiktoria.
Jego wielką pasją były podróże. Kilka lat temu wybrał się do Dubaju, wcześniej zwiedził prawie całą Polskę i sporą część Europy. Oglądał wiele filmów podróżniczych, całe życie był ciekawy świata. Nieustannie szlifował swój angielski. Nie każdy wie, że pan doktor pisał wiersze do szuflady oraz pobierał lekcje gry na keyboardzie u swojego przyjaciela Elka Kawy. Zawsze musiał być na bieżąco z aktualnymi wiadomościami, z kraju i ze świata. Rozwiązywał każdą krzyżówkę, która wpadła mu w ręce. Dbał również o to, by cały czas rozwijać się zawodowo, o czym świadczy chociażby to, że będąc już doświadczonym stomatologiem zrobił specjalizację z protetyki.
Do kiedy tylko zdrowie mu pozwalało, był aktywny zawodowo. Gabinet zamknął 6 lat temu, kiedy miał 82 lata. – Ciężko było mu się rozstać ze stomatologią – swoją największą pasją. Wiedział, że będzie mu brakować codziennego kontaktu z pacjentami. Ale niestety, zdrowie nie pozwalało, by dalej pracował – wspominają bliscy pana doktora. Decyzję o zamknięciu gabinetu podjął krótko po tym, jak przeszedł operację prostaty. Później zmagał się z kolejnymi schorzeniami, miał m.in. problemy z nerkami. Od około sześciu lat jego zdrowie z roku na rok znacznie się pogarszało. Zmarł 7 marca. Cztery dni później spoczął na słupeckim cmentarzu. Bliskim pana Wojciecha składamy wyrazy współczucia.





















Wyrazy współczucia dla bliskich Pana Szczepanowskiego. Doskonały fachowiec
Był 1982 r. Sobota. Środek nocy. Spuchła mi twarz. Ząb bolał nieziemsko. Spośród kilku słupeckich stomatologów jedynie Pan Szczepanowski zgodził się mnie przyjąć. Był naprawdę dobrym człowiekiem.
Bardzo mi pomógł, kiedy nikt inny niechciał. Niech Pan Bóg mu wszystko wynagrodzi. Dobry człowiek i lekarz.
Też miałem ból zęba w niedziele i doktor otworzył gabinet i wywal zęba trochę się bałem jak przyniósł swoje trofea i było ich sporo ale zawsze będę dobrze wspominam doktora bo takiego już w Slupcy raczej nie będzie.